Nowoczesna firma
Kartel czterech operatorów
Jak nie wiadomo o co chodzi, to…
Postępowanie przeciwko ukaranym wszczęte zostało we wrześniu 2010 roku i powiązane było z wynikami przetargu na rezerwację częstotliwości umożliwiających odbiór telewizji w telefonie komórkowym (DVB-H). Jego zwycięzcą okazała się spółka Info-TV-FM, konkurująca w przetargu z konsorcjum Mobile TV złożonym z operatorów komórkowych Polkomtel, Polska Telefonia Cyfrowa, PTK Centertel i P4.
Na podstawie zebranych informacji uznaliśmy, że najwięksi operatorzy komórkowi, po przegranym przetargu dzielącym częstotliwości, zawarli nielegalne porozumienie. Uczestnicy kartelu ustalali sposób zachowania wobec wygranej spółki, wymieniali między sobą poufne informacje oraz uzgadniali sposób publicznego kwestionowania oferty wygranego – wyjaśnia Prezes Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel.
Na podstawie zgromadzonych przez Urząd materiałów dowodowych ustalono, że członkowie przegranego konsorcjum uzgadniali działania wobec zwycięzcy. Operatorzy porównywali proponowane im warunki finansowe współpracy oraz dzięki narzędziom PR kwestionowali wiarygodność oferty Info-TV-FM. W związku z tym UOKiK zadecydował, że działania te zaburzały mechanizm skutecznej konkurencji, ograniczały wzajemną niepewność rynkową operatorów oraz wstrzymały rozwój rynku hurtowego telewizji DVB-H, pozbawiając tym samym konsumentów możliwości korzystania z telewizji mobilnej przez telefon.
Za udział w niedozwolonym porozumieniu przyjdzie zapłacić uczestnikom kartelu - Polkomtel, Polska Telefonia Cyfrowa, PTK Centertel, P4 – niemało, bo odpowiednio 33,4mln zł, 34mln zł, 35mln zł oraz 10,7 mln zł. Decyzja nie jest jednak prawomocna, operatorom przysługuje prawo do odwołania się do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Odwołania od decyzjiO zamiarze odwołania się od decyzji Urzędu poinformowała już w wydanym oświadczeniu Polkomtel S.A., na blogu spółka P4 oraz komentarzu do decyzji PKT Centertel. W komunikacie prasowym P4, operatora sieci Play czytamy: „Przedstawiona w uzasadnieniu UOKiK argumentacja nie wskazuje na jakiekolwiek potwierdzenie zarzutów, że P4 czy jego reprezentanci byli zaangażowani w rzekome niedozwolone porozumienie. Przedstawione argumenty bardzo wybiórczo i w nieprecyzyjny sposób oddają stan faktyczny. Operator jest przekonany, że nie ma żadnych dowodów, o zamiarze udziału czy udziale w jakiejkolwiek zmowie”.
Spółka PKT Centertel również poinformowała o bezpodstawności decyzji wydanej przez UOKiK. Operator zapowiedział opublikowanie dalszych informacji odnośnie decyzji, jednak wskazał, że nie uczestniczył w zmowie, a decyzje przedsiębiorstwa podejmowane były zawsze całkowicie samodzielnie i wynikały z nieopłacalności usług DVB-H.
Polkomtel S.A. zwraca natomiast uwagę na niefrasobliwość Urzędu deklarując: „Urząd konsekwentnie pomija fakt, że spółka świadcząca usługi telewizji mobilnej nigdy nie złożyła potencjalnym partnerom wiążącej oferty na swoje usługi. A tylko taka oferta mogła być podstawą dla nawiązania relacji biznesowych między podmiotami działającymi na konkurencyjnym rynku. Dlatego Polkomtel nie mógł ani wstrzymywać rozwoju rynku, ani pozbawiać konsumentów możliwości korzystania z usług, na które nigdy nie otrzymał oferty”. ”Dzisiejsza decyzja UOKiK jest spóźnioną próbą przymuszenia podmiotów działających na konkurencyjnym rynku do zachowań niezgodnych ze standardami biznesowymi. W ocenie Polkomtel S.A. zarzuty podnoszone przez Urząd nie mają oparcia w rzeczywistości.
Doświadczenia wszystkich krajów, w których zaistniały podmioty oferujące usługi w standardzie DVB-H, wskazują, że było to rozwiązanie nieefektywne technologicznie i ekonomicznie, wskutek czego nastąpiło całkowite wycofanie się z jego stosowania. Polscy operatorzy telefonii komórkowej mieli wystarczającą wiedzę na ten temat już w 2009 roku” – argumentuje operator Plus.
Pytaniem, które należy zadać jest więc kwestia, dlaczego operatorzy posiadając deklarowaną „wystarczającą wiedzę na ten temat już w 2009 roku” zdecydowali się na utworzenie konsorcjum i udział w przetargu, skoro rozwiązanie to uznawane było za „nieefektywne technologicznie i ekonomicznie”?
źródło: Kartel czterech operatorów
Jak trafić w cel?
Niejasność w kwestii finalnych oczekiwań potrafi spowolnić pracę nawet najtrafniej dobranego zespołu. Co z tego, że grupa jest dobrze przygotowana, ma odkrywcze pomysły i chęć do pracy, jeśli nie ma pojęcia, jakie zamierzenie powinno zogniskować podjęte dążenia. „Cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i patrz końca”, mówiło się w Starożytności. Być może z tego powodu tak ważne jest wypracowanie w sobie zdolności precyzyjnego wytyczania celów. Szczególnie, jeśli zajmuje się kierownicze stanowisko.
Postępujące zrozumienie procesów zachodzących w grupie wskazuje, że najlepszych liderów cechuje właśnie zdolność kierowania uwagi podwładnych na zestaw konkretnych zadań do realizacji oraz taka definicja ich kontekstu, by uniknąć wszelkich nieporozumień. W zespołach, które muszą samodzielnie wyłonić swojego lidera – często właśnie ta umiejętność okazuje się decydująca. To jeden z podstawowych atawizmów ludzkiej psychiki: wyraźnie zdefiniowany cel pozwala na opracowanie trwałej metodologii działania, a przez to tworzy wrażenie względnego bezpieczeństwa. Członkowie grupy pozbawionej zdecydowanego kierownictwa zazwyczaj nie tylko nie wykorzystują pełni swoich możliwości – ale także czują się zagubieni, spada ich samoocena, a finalnie także chęć podejmowania wyzwań. Ważne, aby potrafić wykorzystać te obserwacje również w nowoczesnym marketingu. Współczesne narzędzia treningowe pomagają wypracować nawyk budowy każdego zespołu od wyznaczenia mu zadań.
Trzeba jednak pamiętać, iż sucha wiedza o tym, że to cel jest najważniejszy, nigdy jeszcze nie wystarczyła. Kluczowa okazuje się elastyczność, by cele budować w oparciu o bieżące potrzeby i możliwości grupy. Ostatnio obserwujemy coraz większe zrozumienie dla wagi zadaniowego orientowania zespołu, są jednak takie osoby, które wydają się zupełnie nie pojmować, jak wykorzystać zdobytą wiedzę w praktyce. A to dość delikatna materia. Nie wystarczy wiedzieć, że cel jest istotny – ale potrzeba całego arsenału technik, umiejętności właściwej oceny oraz precyzyjnego spojrzenia, żeby faktycznie przyspieszyć pracę zespołu. Inna sprawa, że finalnie i tak najważniejszym efektem staje się zdobycie respektu współpracowników, co dla kierownika jest jednym z podstawowych zadań. Najnowsze osiągnięcia psychologii pozwalają budować strategie szkoleniowe, które szybko przekładają się na wysoką skuteczność w działaniu. To o tyle ciekawe, że pozwala dostrzec, jak wydajnymi okazują się ludzkie atawizmy wykorzystane w procesach organizacyjnych nowoczesnych przedsiębiorstw. Szczególnie, że w rękach dobrego menedżera umiejętność posługiwania się tymi instrumentami sprzyja nie tylko uzyskaniu korzyści dla organizacji – ale także przekłada się na wzrost zadowolenia całego zespołu.
Obojętnie, jak duża jest grupa – warto zadbać o to, by dzięki odpowiednio wyznaczonym celom nabrała ona funkcjonalnej dynamiki. Praktyka błyskawicznie weryfikuje wstępną diagnozę wypracowaną przez kierownictwo. Kwestią doświadczenia jest taki nadzór nad pracą zespołu, by w razie potrzeby przedefiniować cele, ale robić to na tyle subtelnie, żeby ogólna trajektoria rozwojowa została zachowana. Nie sposób zresztą wziąć pod uwagę wszystkich czynników, wpływających na ostateczny rezultat działania: odpowiednio przygotowany plan musi więc pozwalać na stopniową modyfikację przebiegającego projektu. Obecnie coraz większy nacisk kładzie się na zwiększanie elastyczności działania. To formuła, która doskonale sprawdza się w praktyce – ale tylko w wypadku, gdy agregujący działanie finał pozostaje jasno wyznaczony.
źródło: Jak trafić w cel?
Czy warto wierzyć w swoje możliwości?
„Żaden fakt nie jest tak ważny, jak nasze nastawienie do niego. To ono decyduje o naszym sukcesie albo o porażce.” Norman Vincent Peale
Co to jest i do czego to potrzebne?Zastanawiałeś się kiedyś, czym jest wiara? Co to w ogóle jest wiara?
Szukając terminów określających wiarę, znalazłem wiele definicji związanych z katolicyzmem lub innymi wyznaniami, najciekawsza jednak wydała mi się definicja, którą znalazłem na stronach Wikipedii:
„Wiara jest terminem wieloznacznym. W mowie potocznej oznacza przekonanie o czymś. Stanowisko, pogląd w danym momencie (przy obecnym stanie wiedzy naukowej) nie znajdujący jednoznacznego potwierdzenia w rzeczywistości.
W religioznawstwie polega przede wszystkim na przyjęciu istnienia czegoś bez żadnego dowodu, który wiarygodnie potwierdzałby ten fakt. Świadoma decyzja przyjęcia takiej wiary nazywa się aktem wiary.
Występowanie wiary uznaje się za konieczne w początkowej fazie rozwoju nauki (przyjmuje się, że w dużej mierze zawdzięcza ona wierze swoje istnienie, kiedy to pierwszy raz w dziejach świata ludzie podeszli rozumowo do mitycznej materii, narodziły się filozofia i nauka, które zresztą wówczas stanowiły jedno – tymi pionierami racjonalizmu byli Grecy. Wiara jest też nierozerwalnie związana z religią. W Biblii święty Tomasz przedstawia wiarę jako przyrodzony stan umysłu, polegający na pewności prawd nie z racji dowodów rozumowych, ale przez przyjęcie świadectwa autorytetu, wiara wynikająca z zaufania.
Postrzeganie wiary jako duchowej substancji udzielonej do wnętrza serca człowieka, która następnie powoduje osobiste doświadczenie dogłębnego przekonania o czymś, czego nie postrzegają zmysły, jest często przyjmowane w teologii ewangelickiej. Współczesny katechizm Kościoła katolickiego kładzie nacisk na jeszcze inny, również nadprzyrodzony charakter wiary, określając ją jako relację z Bogiem: ‹‹Wiara jest osobowym przylgnięciem człowieka do Boga: równocześnie i w sposób nierozdzielny jest ona dobrowolnym uznaniem całej prawdy, którą Bóg objawił›› (KKK 176).”
Jedno, co jest pewne: wiara jest nam zawsze potrzebna, jeśli chcemy podjąć się jakiegokolwiek przedsięwzięcia.
Pamiętaj, że wiara w powodzenie tego, co robisz, to podstawowa rzecz, od jakiej musisz zacząć każde swoje działanie. Nie możesz zacząć ważnej roboty, a w zasadzie nie możesz zacząć żadnego przedsięwzięcia, myśląc już na początku, że to, co będziesz robić, może się nie udać.
Jeżeli nawet z jakiegoś powodu uda się dokończyć takowe dzieło, nie będzie ono ideałem, do którego dążyłeś – Ty lub ktoś, dla kogo je wykonywałeś.
Chcąc odnieść sukces, a oznacza to dokończenie jakiegokolwiek przedsięwzięcia i osiągnięcie zamierzonego efektu, musisz do zadania podejść prawdziwie i z pasją, musisz chcieć osiągnąć SUKCES.
Pamiętaj, że bez wiary w swoje możliwości nie masz wielkich szans na osiągnięcie sukcesu, powiedziałbym, że masz w zasadzie zerowe szanse. Prawda jest brutalna, a moim zadaniem na tym etapie jest uświadomienie Ci jej. Musisz wiedzieć, że podstawową rzeczą jest zmiana Twojej mentalności.
Jak pisał w swoich książkach cytowany wyżej Norman Vincent Peale:
„Jesteś jedyną osobą na tym świecie, którą możesz zmienić! Nikt nie może zmienić Ciebie – to możesz zrobić tylko i wyłącznie Ty sam!”
Zapamiętaj to, co powiem – od dzisiaj do wszystkiego, co zamierzasz robić i co planujesz, musisz podchodzić z pełną wiarą w osiągnięcie zamierzonego celu.
Pielęgnuj w sobie niczym nieskażoną wiarę osiągnięcia sukcesu!
Pamiętaj też, że nie możesz robić inaczej, ponieważ zmarnujesz swoją energię – po prostu „para [niepotrzebnie] pójdzie w gwizdek”.
Wiara w siebie prowadzi do samorealizacji i spełnienia, prowadzi do sukcesu.
Oczywiście wiem, że możesz powiedzieć: „Łatwo mówić, ale wcale nie jest to takie proste.” Masz racje, to nie jest proste, ale czas wreszcie zacząć działać!
Jak się za to zabrać... czyli jak zacząć ćwiczyć wiarę?U niektórych bardzo naturalnie można zaobserwować wielką wiarę w swoje możliwości. Ludzie ci zawdzięczają ją swoim predyspozycjom, ale głównie temu, że byli wychowywani przez rozsądnych rodziców, którzy „karmili” ich już od małego „karmą sukcesu”.
Niestety nie wszyscy mieliśmy takie szczęście, co nie znaczy, że jesteśmy gorsi!
Wiedz o tym, że nic straconego, ponieważ wszystkiego możesz się nauczyć i wszystko możesz przezwyciężyć – musisz tylko chcieć i uwierzyć, że Ci się to uda, a po prostu dostaniesz to, czego pragniesz.
Pamiętaj, że już dzisiaj masz w sobie wszystkie niezbędne narzędzia, żeby być doskonały we wszystkim, co robisz. Musisz tylko otworzyć odpowiednią „skrzynkę narzędziową”, a klucz do tej skrzynki odnajdziesz w mojej książce.
Może oglądałeś kultowy film braci Wachowskich?
Film o niezapomnianym i mocnym tytule Matrix.
Pamiętasz charyzmatycznego Morfeusza i scenę, w której podaje Tomasowi Andersonowi, zwanemu Neo, tabletki, stawiając go tym samym w sytuacji wyboru?
W lewej ręce miał tabletkę niebieską – trwanie w niewierze, w marazmie, w sztucznym świecie, w prawej zaś tabletkę czerwoną – poznanie prawdy.
Takim Morfeuszem mogę być dziś ja – tu i teraz, kiedy czytasz ten artykuł, lub Ty sam, ponieważ sam dajesz sobie wybór.
Chcę być szczery: ja nie mogą Cię zmienić. Pamiętaj, że NIKT TEGO NIE MOŻE ZROBIĆ. TYLKO TY SAM!
W lewej ręce będę trzymał tabletkę niebieską – synonim przeciętności, tabletkę z „wirusem ofiary” (jak pisał Kevin Hogan w swojej książce Ukryta perswazja), a w drugiej ręce będę trzymał tabletkę czerwoną – synonim sukcesu i bogactwa pod każdą postacią, jaką sobie możesz tylko wyobrazić.
Wybór pozostawiam Tobie i tylko Tobie!Choć wiem, że sięgając po tę właśnie książkę, połkniesz tabletkę czerwoną i dasz sobie szansę bycia szczęśliwym, dasz sobie szansę (już sobie ją dałeś) bycia człowiekiem, który sam decyduje o tym, kim chce być. Wiem, że już dzisiaj chcesz lub myślisz o tym, żeby realizować swoją własną przyszłość jako Człowiek Sukcesu.
Uwierz już dzisiaj, uwierz już TERAZ w to, że zmieniając siebie, wierząc w swoje możliwości, stajesz się z dnia na dzień lepszy.
Wierząc w to, że jesteś dobry, że jesteś najlepszy, otaczasz się niezniszczalnym murem sukcesu – poczuj go, dotknij i zrozum, że tylko on daje Ci pełne bezpieczeństwo i komfort życia.
Poczuj, że tylko od Ciebie zależy, czy osiągniesz sukces. Musisz w niego uwierzyć. Pamiętaj też, że sukcesu nikt nie może Ci ofiarować. Na sukces musisz zapracować sam!
Wróć jeszcze raz do wspomnianego Neo z filmu Matrix – na początku nie wierzył, że jest Wybrańcem, czuł, że jest przeciętny, nawet kilka razy sam to powtórzył, aż w pewnym momencie zaczął wierzyć we własne możliwości. Coś się zmieniło w jego myśleniu, to on sam sprawił, że pojawiła się w nim wiara, a ta sprawiła, że zaczął być taki sam, jak jego „niezniszczalni” przeciwnicy. Zaczął być lepszy i już nic nie było w stanie go powstrzymać. On sam sprawił, że osiągnął sukces – nikt mu tego sukcesu nie podarował.
Morfeusz wskazał mu tylko drogę, tak jak i ja dzisiaj mogę pokazać Ci drogę do Twojego własnego sukcesu.
Pamiętaj!
Jednak zmiany MUSISZ chcieć SAM, musisz ją zacząć i musisz ją poczuć!
Uwierz w siebie, a będzie Ci dane.
źródło: Czy warto wierzyć w swoje możliwości?
Rozwój pracowników a kształtowanie wizerunku pracodawcy
Ścieżka kariery stała się ostatnimi czasy jednym z haseł, które pojawiają się w większości ogłoszeń rekrutacyjnych. Poza wynagrodzeniem to właśnie perspektywy rozwoju zachęcają kandydatów do starania się o pracę w danej firmie, więc warto postarać się o to, aby nie był to jedynie slogan i obietnica bez pokrycia, ale dobrze przemyślane narzędzie. Inwestycja w pracownika to przecież inwestycja w rozwój całej firmy. Co jest zatem najistotniejsze?
Przede wszystkim zgodność ścieżki realnymi możliwościami rozwoju. Musimy zastanowić się, czy cele, które zostaną postawione przed pracownikiem, będzie on mógł faktycznie zrealizować. To zdecydowanie istotniejsze niż atrakcyjna, ale nieadekwatna do rzeczywistości wizja. Mogą to być wysokie, wyśrubowane kryteria, ale zawsze możliwe do osiągnięcia. W zależności od stanowiska możemy rozwijać kompetencje takie jak umiejętności menadżerskie, zarządzanie zespołem itp. lub podnosić kwalifikacje specjalistyczne przez szkolenia w zakresie danej dziedziny. Dajmy pracownikom poczucie, że w nich inwestujemy, wtedy z pewnością wzrośnie poziom ich motywacji i poczucie solidarności z interesami organizacji. Warto wyraźnie zaznaczyć, że każda ścieżka kariery powinna być skorelowana z systemem ocen pracowników. To właśnie pomyślny wynik tej drugiej stanowi przepustkę do przejścia na kolejny poziom. Pamiętajmy, że ścieżka kariery nie jest systemem przyjętym raz na zawsze i bez względu na osiągnięcia, pracownik po określonym czasie musi przejść poziom wyżej. To tylko wskazanie możliwości i perspektyw – reszta pozostaje kwestią indywidualnego zaangażowania. Najważniejsze, aby pracownik wiedział, czy ma możliwość awansu w strukturach pionowych, poziomych, czy raczej rozwoju określonych kompetencji, nawet już na etapie samej rozmowy kwalifikacyjnej.
Firma, która stwarza określone warianty rozwoju staje się równocześnie atrakcyjnym pracodawcą i pozyskuje ambitnych ludzi stawiających na nieustanne poszerzanie zakresu swoich kompetencji. Jeśli zaś chodzi o aspekt wewnętrzny employer brandingu, to sprecyzowane cele dają pracownikowi dużą dozę poczucia bezpieczeństwa. Wiedza na temat tego, co może wydarzyć się po określonym czasie pracy w danym miejscu, pozwoli mu bardziej przywiązać się do danej organizacji, a jego decyzja o ewentualnej zmianie pracy z pewnością będzie mniej pochopna.
Profile kompetencji i realia społeczno-ekonomicznePamiętajmy, że ścieżka kariery jest przygotowana z myślą o konkretnym stanowisku i raczej nie może mieć charakteru uniwersalnego – to znaczy, że nie wszystkie branże oraz funkcje mogą stosować to narzędzie przez wzgląd na specyfikę danej dziedziny. Jednak w przypadku tych, dla których ścieżka będzie optymalnym rozwiązaniem (kadra zarządzająca, inżynierowie itp.), należy konstruować je na bazie szczegółowych informacji. Dostarczą ich profile precyzujące kluczowe kompetencje dla konkretnego stanowiska, poziom ich spełnienia oraz pożądane zachowania. Wariant indywidualny przewiduje także porównanie stopnia wymaganych kompetencji ze stopniem ich spełnienia w wypadku danego pracownika, a co za tym idzie – uwydatnienie luk. W tym kontekście nie bez znaczenia pozostaje też proces mapowania stanowisk, który daje sygnał kadrze zarządzającej najwyższego szczebla o tym, które osoby są kluczowe dla rozwoju firmy. To właśnie one będę w firmie zatrzymywane w strukturach organizacji. Oczywiście procesy, które wdrażamy w naszej firmie nie mogą być zupełnie oderwane od rzeczywistości czy twardych reguł rynku. Ścieżki karier ze swojej natury powinny być elastyczne i wyznaczać tylko pewne ramy. Chociaż większość zwłaszcza dużych organizacji rządzi się w pewnym stopniu swoimi prawami i wyznaczają one pracownikom cele (zadowolenie klienta, wartość techniczna i niezawodność produktu, procent wykonanych zadań), które powinni realizować na rzecz firmy, pamiętajmy, że wraz zawirowaniami na rynku mogą się one zmieniać.
Suma korzyściWskazanie możliwości rozwoju, prezentowanie wizji przyszłości i dawanie jasnych wskazówek, jakie cele należy osiągnąć, aby za rok lub dwa znaleźć się na określonym stanowisku sprawią, że pracownicy będą mieli poczucie tego, że ktoś czuwa nad przebiegiem ich kariery i dzięki możliwościom rozwoju stwarzanym przez firmę w jej interesie, realizują również swoje osobiste cele. Co ciekawe, takie podejście zwiększa także konkurencyjność firmy na rynku. Najlepsi profesjonaliści z pewnością chętniej przyjdą do firm posiadających usystematyzowaną strukturę, gdzie ktoś będzie czuwał nad ich ustawicznym rozwojem. Ścieżka kariery jest więc także zachętą już na etapie rekrutacji, gdyż stanowi synonim pewnej przyszłości. Pracownik wie, że jeśli zrealizuje stawiane przed nim cele w konkretnym czasie i jego ocena okresowa wypadnie pomyślnie, może liczyć na określone profity. Na skuteczne i efektywne wdrożenie ścieżek karier nie ma jednak jednej skutecznej recepty, bowiem każda organizacja jest w jakimś stopniu miniaturowym państwem rządzącym się szeregiem pisanych i niepisanych zasad. Kultura organizacji, proces ocen i wartościowanie stanowisk powinny być więc najlepiej jak to możliwe zintegrowane z rozwojem poszczególnych stanowisk, wówczas całość ich funkcjonowania osiągnie najwyższy stopień efektywności.
źródło: Rozwój pracowników a kształtowanie wizerunku pracodawcy
Polskie nazwy czyli międzynarodowy naming produktów
Marka Żubrówka jest szeroko na świecie znana. To unikalna na skalę światową wódka. W butelce znajduje się źdźbło turówki wonnej (hierochloe odorata), trawy rosnącej w lasach Puszczy Białowieskiej. To dzięki znanej powszechnie jako żubrówka trawie, wódka ma świeży, orzeźwiający aromat z nutą rumianku i wanilii. Wódkę wyróżnia także zielono żółtawy kolor oraz zawartość kumaryny. Sprzedaż tego produktu była za oceanem zakazana, właśnie ze względy na kumarynę – związek chemiczny, który nadawał wódce unikalny smak. Stosowany w małych ilościach krzywdy nie wyrządza, ale spożyty w większej dawce może prowadzić do uszkodzenia wnętrzności. Pod koniec lat 70. amerykańska Food and Drug Administration zakazała stosowania kumaryny w całym sektorze spożywczym USA. Unikalność produktu i atrakcyjność rynku amerykańskiego zachęciła polskich specjalistów od produkcji destylatów do stworzenia wolnej o kumaryny wersji specjalnie na rynek amerykański. FDA w końcu wyraziła zgodę na sprzedaż żubrówki na terenie USA.
Zmienił się jednak naming produktów. Na rynek amerykański weszła nowa wersja znanej marki, nazwana ŻU lub inaczej ZU. Naming produktów jest w marketingu niezwykle istotny. Nie usunięto napisu żubrówka, ale lansowana jest skrócona do ŻU nazwa wolnego od kamaryny produktu. To ukłon w stronę międzynarodowej klienteli. Amerykanie zamawiając drinki podają markę alkoholu z jakiego ma być przygotowywany. O ile dla nas nazwa żubrówka jest prosta, dla obcokrajowców może stanowić problem zarówno w wymówieniu słowa jak i w zapamiętaniu nazwy. Naming produktów powinien takie aspekty prezentacji marki uwzględniać.
Naming produktów a ochrona marek narodowychPoza Polską żubrówka produkowana jest w wielu innych krajach pod różnymi nazwami, m.in. w Rosji, Stanach Zjednoczonych (Wisent Vodka), na Ukrainie, na Białorusi oraz w Czechach. Ważnym aspektem namingu produktów jest opis Polish Vodka. Nie tak dawno Rada Ministrów przyjęła projekt zmiany ustawy o wyrobie napojów spirytusowych oraz o ich rejestracji i ochronie oznaczeń geograficznych. Ważnym rynkowo aspektem nowej ustawy, są zawarte w niej zmienione wymogi dla oznakowania polskich wódek czystych i smakowych. Ustawa obejmuje także naming produktów. Otóż, wódki będzie można markować na etykiecie oznaczeniem geograficznym „Polska Wódka / Polish Vodka”. To duży krok w ramach lansowania polskich produktów.
Póki co naming produktów „Polska Wódka / Polish Vodka” jest dobrowolny. Jeżeli producent zdecyduje się użyć tego brandu, to wyrób musi spełniać odpowiednie wymagania jakościowe. Naming produktów z użyciem wyrażenia „Polska Wódka / Polish Vodka” ogranicza także zakres surowców tradycyjnie stosowanych w naszym kraju do produkcji wódki. Drugim ważnym warunkiem jest to, że cały proces produkcyjny wyrobu oznakowanego „Polska Wódka/Polish Vodka” musi odbywać się Polsce. To krok, który ma lansować polskie produkty narodowe, a co za tym idzie promować tak unikalne i wyjątkowe marki jak żubrówka. Ochrona wizerunku polskich produktów poprzez prawnie zabezpieczony naming produktów może tylko pozytywnie wpłynąć na ich marketing.
źródło: Polskie nazwy czyli międzynarodowy naming produktów
Kara za wprowadzenie klientów w błąd
Postępowanie przeciwko Polkomtel wszczęte zostało w grudniu 2010 roku na skutek zawiadomienia. Zastrzeżenia Urzędu wzbudziła treść prezentowanego we wrześniu 2009 roku, w reklamach „Rarka w MixPlusie”, hasła reklamowego „29 groszy za minutę do wszystkich”. Na drodze postępowania stwierdzono, że podana informacja o korzystnych cenowo warunkach oferty nie była pełna, ponieważ jak deklaruje Urząd „atrakcyjna cena obowiązywała jedynie po spełnieniu określonych warunków, o których nie wspominały reklamy: aktywowania dodatkowo płatnego pakietu i jego pełnego wykorzystania. Niewykorzystanie lub przekroczenie limitu podwyższało koszt połączeń”. Prezes UOKiK uznała, że Polkomtel wprowadzał konsumentów w błąd, ponieważ nie posiadali oni pełnych informacji o rzeczywistych warunkach oferty, a hasło reklamowe sugerowało, że cena 29 groszy za minutę dotyczyła każdego połączenia głosowego w usłudze „MixPlus” . W związku z tym na przedsiębiorstwo nałożono sankcję finansową w wysokości blisko 1,86 mln zł. Zgodnie z wydaną decyzją, spółka musi opublikować także jej treść na własnej stronie internetowej oraz jej sentencję w dzienniku ogólnopolskim. Zaznaczyć należy jednocześnie, że decyzja w sprawie nie jest ostateczna, a przedsiębiorca ma prawo do odwołania się do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
W drodze postępowaniaPodczas trwania postępowania wyjaśniającego Polkomtel nie zgadzał się ze stawianymi przedsiębiorstwie zarzutami. Spółka powoływała się na zakończenie, we wrześniu 2009 roku, kampanii reklamowej oraz fakt, że hasła „29 gr/min do wszystkich” oraz „Rarka w MixPlusie czyli 29 groszy za minutę do wszystkich”, nie były stosowane we wszystkich materiałach reklamowych dotyczących oferty. Przedsiębiorstwo, 21 lipca 2011r., wnioskowało również o wydanie decyzji na podstawie art. 28 ust. 1 Ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów brzmieniu: „jeżeli w toku postępowania w sprawie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów zostanie uprawdopodobnione – na podstawie okoliczności sprawy, informacji zawartych w zawiadomieniu, o którym mowa w art. 100 ust. 1, lub innych informacji będących podstawą wszczęcia postępowania – że przedsiębiorca stosuje praktykę, o której mowa w art. 24, a przedsiębiorca, któremu jest zarzucane naruszenie tego przepisu, zobowiąże się do podjęcia lub zaniechania określonych działań zmierzających do zapobieżenia tym naruszeniom, Prezes Urzędu może, w drodze decyzji, nałożyć obowiązek wykonania tych zobowiązań”. Co za tym idzie UOKiK przychylając się do wniosku miałby wydać decyzję, której założeniem byłoby nałożenie na Polkomtel obowiązku wykonania zobowiązania polegającego na niestosowaniu zarzucanej mu praktyki, tj. praktyki niestosowanej od października 2009 roku. Urząd nie przychylił się do wniosku o wydanie w/w decyzji.
UzasadnienieGłówną przesłanką przemawiającą na niekorzyść spółki był fakt, że cena 29 groszy za połączenie możliwa była do uzyskania jednie po aktywacji pakietu „Tanio do wszystkich”. Kosztował on 6pln, i zawierał on 21 minut, co za tym idzie uzyskanie w/w ceny możliwe było jedynie przy jego pełnym wykorzystaniu. W opinii Urzędu, emitowane spoty przedstawiały koszt połączeń, jako standardową cenę usługi, nie jako cenę możliwą do uzyskania w przypadku spełnienia konkretnych warunków. Dodatkowo nie tylko niewykorzystanie wszystkich 21 minut wiązało się z wyższa ceną. Ich przekroczenie również było jednoznaczne z poniesieniem wyższych kosztów związanych z realizacją połączenia, kosztów dwukrotnie wyższych bowiem cena połączeń w MixPlusie poza pakietem wynosiła 58 gr.
Dodatkowo każdy użytkownik mógł aktywować wyłącznie dwa pakiety „Tanio do wszystkich”, a co za tym idzie uzyskać cenę 29 groszy wyłącznie na połączenia głosowe trwające 42 minuty. W wydanej przez Urząd decyzji czytamy więc: „Chęć wykonywania przez użytkownika połączeń jedynie po cenie wskazanej w reklamie wiązała się zatem z koniecznością skrupulatnego monitorowania ilości minut wykorzystanych w okresie ważności pakietu…Możliwość wykonywania połączeń po cenie 29 groszy za minutę miała zatem charakter jedynie czasowy. Uznać wobec tego należy, że informacja o cenie usługi nie została przez Spółkę przekazana w sposób należyty. Przekaz reklamowy nie jest rzetelny, jeśli wskazując na cenę usługi w przypadku, gdy cena ta obowiązuje jedynie w ściśle ograniczonych okolicznościach, nie tylko nie określa zakresu obowiązywania tej ceny, ale nawet nie sugeruje, że zakres ten jest ograniczony. Informacja o tym, że proponowana przez Polkomtel stawka połączeń głosowych stanowiła jedynie uśredniony koszt minuty połączenia głosowego w przypadku aktywowania przez użytkownika dodatkowego pakietu „Tanio do wszystkich”, była istotną informacją potrzebną przeciętnemu konsumentowi do podjęcia decyzji dotyczącej umowy. Spółka zaniechała jednak podania tej informacji w stosowanych przekazach reklamowych”.
źródło: Kara za wprowadzenie klientów w błąd
Marketingowe triki w codziennych zakupach
Ile razy zdarzyło Ci się, że poszedłeś do sklepu po jeden mały produkt, a wyszedłeś z kilkoma produktami, lub co gorsza reklamówkami?
Jak myślisz, dlaczego w sklepach sieciowych (tkz. Modern trade), koszyki są takie duże?
Już odpowiadam, ponieważ te parę drobiazgów w koszyku wygląda bardzo skromnie i zazwyczaj nie masz poczucia, że dużo kupiłeś. Fakt, że czasami potrzebujemy kupić więcej i są po prostu praktyczne – zauważmy jednak słowo „czasami”, a nie zawsze…
O tym jak trudno oprzeć się marketingowym zabiegom przekonuje się na co dzień moja żona, w ostatni weekend pojechaliśmy do jednej z sieci handlowych, ja poszedłem z dzieckiem w jednym kierunku, a żona na „drobne” zakupy w drugim kierunku – miała dosłownie kupić jedną rzecz. Kiedy spotkaliśmy się po ok. godzinie, zobaczyłem żonę z dwoma reklamówkami różnych rzeczy.
W samochodzie próbowała swoje „czyny” w sposób bardzo rzeczowy i racjonalny uzasadnić, dlaczego kupiła 6 produktów, zamiast 1. Sama później trochę miała do siebie lekki żal – taki jak może mieć kobieta, która kupiła sobie kolejną parę butów J
Na chłodno analizując nie było tutaj racjonalizmu… stara zasada sprzedażowa mówi: kupujesz emocjonalnie, próbując to później w sposób racjonalny uzasadnić.
Wracając do zakupów mojej żony, na fakt, że wyszła z kilkoma torbami więcej niż planowała wpłynęło parę rzeczy:
- Wszędzie płaciła kartą kredytową
- Poszła na zakupy głodna
- Była sama – sama podejmowała decyzje
- Miała ograniczony czas na zakupy
- Tak faktycznie nie miała listy zakupów
Tych kilka faktów, na które ona sama miała wpływ, a ich wcześniej nie zdiagnozowała, wpłynęło na „bogatsze” decyzje zakupowe.
Oczywiście poza tym, trzeba dodać wiele aspektów związanych z marketingowym przygotowaniem ofert, otoczenia, muzyki…
No właśnie czy wiesz jaki wpływ ma muzyka na Twoje decyzje zakupowe?W święta słychać piękne kolędy płynące z głośników, a Twój wzrok zerka tu i ówdzie i błądzi po ślicznie udekorowanych choinkach, a od zapachu ciasta i pieczywa aż się kręci w nosie i od razu chce się jeść, właśnie w ten delikatny sposób marketingowcy wywołują presję na Twoich decyzjach zakupowych. Jeśli chcą żebyś sobie długo pochodził, a przy okazji dużooo zakupił (patrz w święta), to „zachęcają” Cię do tego m.in. wolno i przyjemnie pobrzmiewającą muzyką, która podświadomie zwalnia Twój ruch w sklepie, dzięki czemu masz czas, żeby sobie wszystko porządnie pooglądać.
Jest to trik, który jest powszechnie stosowany i wiedząc o nim możesz troszeczkę kontrolować swoje wydatki.
Osobiście nie mam nic przeciwko zakupom, przecież to nieodzowna cześć naszego funkcjonowania w społeczeństwie… ktoś przecież ma pracę i napędzamy PKB. Czasem jednak chyba warto troszkę bardziej racjonalnie spojrzeć na to, co robimy w codziennym życiu i czy między palcami nie przepuszczamy „niestrawionej gotówki” – chyba szkoda. Prawda?
Poniżej kilka zasad, na które Ty sam masz wpływ i dzięki którym trochę „zaoszczędzisz”:
- Do sklepu chodzimy z listą zakupów i kupujemy tylko zapisane towary.
- Zastanówmy się dwa razy, czy rzeczywiście potrzebujemy danej rzeczy. Można ją odłożyć i wrócić po nią za kilkanaście minut – potrzebna jest tutaj chłodna kalkulacja, nie kupujmy pod wpływem emocji.
- Nie chodzimy do sklepów głodni, gdyż wtedy kupujemy zdecydowanie więcej, niż zaplanowaliśmy.
- Lepiej zabrać gotówkę, gdyż płacąc kartą mamy skłonność do rozrzutności – po prostu nie widzimy tych wydawanych pieniędzy, widząc wydaną gotówkę mamy więcej czasu na chwilę refleksji.
- Róbmy zakupy w towarzystwie, druga osoba może wyperswadować transakcję – zwłaszcza mąż swojej żony
Zapraszam do następnych artykułów, w których omówimy sobie kolejne triki marketingowe.
źródło: Marketingowe triki w codziennych zakupach
Jak firmy radzą sobie z wypaleniem zawodowym pracowników
Postawione powyżej pytanie skłoniło mnie do zastanowienia się nad kontekstem organizacyjnym wypalenia zawodowego, co zaowocowało napisaniem książki – przewodnika dla menedżerów „Wypalenie zawodowe. Kontekst organizacyjny”.
1. Od opieki społecznej aż po biznesPoczątkowo wypalenie zawodowe kojarzono z zawodami wiążącymi się z opieką społeczną i służbą zdrowia, które ponosiły wysokie koszty psychologiczne swojej pracy. Badania rozpoczęte w tych środowiskach w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku pozwoliły na dokładniejszy opis wypalenia zawodowego oraz określenia przyczyn tego syndromu. Dalsze prace badawcze rozszerzyły listę zawodów zagrożonych wypaleniem zawodowym i przeniosły zainteresowanie badaczy ze sfery socjalnej również do sfery biznesu.
Pomimo tego, większość książek dotyczących wypalenia zawodowego skupia się na zawodach związanych ze służbą zdrowia, opieką społeczną, edukacją, czy więziennictwem.
Ponadto zjawisko wypalenia zawodowego jest zwykle analizowane z perspektywy jednostki wypalającej się. Również rozwiązania problemu są często kierowane do jednostek.
Przełom w myśleniu o wypaleniu zawodowym zawdzięczamy Christinie Maslach i Michaelowi Leiterowi, którzy wnieśli znaczący wkład w opisanie podejścia organizacyjnego do problemu wypalenia zawodowego. Zdając sobie sprawę z faktu, że również inni badacze zajmują się wypaleniem organizacyjnym i mają w tej dziedzinie znaczące osiągnięcia, zdecydowałem się na przedstawienie kontekstu organizacyjnego wypalenia zawodowego w oparciu o model Maslach i Leitera. Ograniczenie się do jednego modelu zwolniło mnie z konieczności prowadzenia akademickich rozważań o wyższości modelu skonstruowanego przez uczonego A nad modelem autorstwa uczonego B.
2. Dostrzec ciąg przyczynowo-skutkowyMenedżer obserwujący postawy i zachowania swoich podwładnych i współpracowników może dostrzec u nich objawy świadczące o wystąpieniu wypalenia zawodowego. ważne by potrafił odróżnić syndrom wypalenia zawodowego od zmęczenia lub depresji.
Współczesne pojmowanie wypalenia zawodowego uwzględnia trzy wymiary tego zjawiska:
- utratę energii,
- zredukowane oddanie pracy,
- brak skuteczności.
Pierwszy z tych wymiarów obejmuje wyczerpanie fizyczne i emocjonalne objawia się zmęczeniem oraz niezdolnością do odpoczynku i regeneracji sił. Na drugi z wymiarów składają się cynizm i depersonalizacja, a trzeci - obniżeniem poczucia dokonań osobistych oraz rzeczywistym spadkiem wydajności pracownika.
Menedżer, który zaobserwuje u pracownika objawy wypalenia zawodowego może poszukiwać przyczyn wypalenia zawodowego w środowisku pracy, albo we właściwościach osoby. Jeżeli uwzględnimy kontekst organizacyjny, to przyczyny wypalenia tkwią w co najmniej jednym spośród sześciu obszarów życia firmy:
- Obciążenie pracą,
- Poczucie kontroli nad ważnym sferami pracy,
- Nagradzanie (wynagrodzenia i motywacja pozafinansowa,
- Poczucie wspólnoty,
- Sprawiedliwe traktowanie,
- Wartości firmowe.
Zajęcie się sześcioma obszarami, w których występują niedopasowania miedzy ludźmi a wykonywaną przez nich pracą, jest jedyną możliwością wpływania na wypalenie i wzmacniania zaangażowania w pracę. Nie oznacza to jednak, że działania muszą się odnosić do wszystkich obszarów jednocześnie. Proces będzie łatwiejszy do przeprowadzenia i monitorowania, jeżeli będzie dotyczył jednego, wybranego obszaru. Ponieważ istnieją powiązania pomiędzy sześcioma obszarami, działania podejmowane w jednym z nich zazwyczaj prowadza do poprawy przynajmniej części pozostałych.
3. Interwencja i prewencjaWiele poradników, programów samopomocowych oraz podręczników akademickich proponuje podejście do problemu wypalenia zawodowego oparte o ideę samodoskonalenia jednostki. Na gruncie biznesowym znajduje to odzwierciedlenie w ciągle utrzymującej się popularności szkoleń z obszaru zarządzania stresem.
Należy zadać sobie pytanie, czy działania nakierowane jedynie na pracownika mogą rozwiązać problem wypalenia zawodowego. Czy pracownik po szkoleniu, który wraca do niezmienionego miejsca pracy i spotykający się z niezmienionymi postawami menedżerów, poradzi sobie z kwestią wypalenia zawodowego? Odpowiedź nasuwa się sama.
Aby poradzić sobie z wypaleniem zawodowym nie wystarczy samodoskonalenie pracownika. Konieczne są działania skoncentrowane zarówno na osobie, jak i na miejscu pracy, nie tylko na samej jednostce.
Proces rozwiązywania problemów z wypaleniem zawodowym może być inicjowany oddolnie (przez pracownika, który zauważył problem u innej osoby), albo też może zostać zapoczątkowany przez zarząd firmy. Wspomniany proces może zostać wykorzystany zarówno do zapobiegania wypaleniu zawodowemu, jak i do interwencji kryzysowej. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z prawdopodobieństwem wystąpienia wypalenia zawodowego w przyszłości, a w drugim z rzeczywistym, istniejącym syndromem. Celem interwencji kryzysowej jest znalezienie natychmiastowego rozwiązania, by załagodzić lub zlikwidować problem. W przypadku zapobiegania wypaleniu, działania są skoncentrowane na wypracowaniu strategii postępowania pozwalającej na obniżenie ryzyka w przyszłości.
Organizacja, która chce zmierzyć się z problemem wypalenia zawodowego powinna uwzględnić w swojej strategii działania zarówno podejście indywidualne (oddolne), jak i odgórne (od zarządu w dół firmy). Sukces podejścia indywidualnego zależy w dużej mierze od stworzenia przez firmę takiej kultury organizacyjnej, w której inicjatywa pracownika jest czymś naturalnym i pożądanym, a pracownik posiada odwagę inicjowania procesu. Kiedy proces rozpoczyna się na poziomie organizacji, zazwyczaj jest próbą przeciwdziałania wystąpieniu wypalenia zawodowego w przyszłości, nie reakcją na bieżący kryzys.
4. Lepiej zapobiegać niż leczyćBrak objawów „epidemii wypalenia zawodowego” w Polsce skłania świadomych menedżerów do podejmowania działań zapobiegawczych.
Podejście prewencyjne zakłada długi horyzont czasowy, a nie spojrzenie krótkoterminowe. Zakłada, że teraźniejsza inwestycja zapobiegnie znacząco wyższym kosztom i stratom w przyszłości. Zatem nie ma powodu czekać z działaniami aż wypalenie wystąpi.
Perspektywa długoterminowa dominująca przy podejściu organizacyjnym koncentruje się na systemach i procesach, jakie kształtują życie organizacji, a nie na działaniach i kryzysach, jakie dotyczą jednostek.
Przy podejmowaniu działań zapobiegawczych ważne jest uwzględnienie następujących kroków:
- Uświadomienie menedżerom ważności działań,
- Diagnoza sytuacji w firmie (badania jakościowe i/lub ilościowe dotyczące obszaru wypalenia zawodowego),
- Opracowanie wizji i planu niezbędnych zmian w procesach i systemach zarządzania,
- Komunikacja wewnątrzfirmowa,
- Wdrożenie planowanych zmian z uwzględnieniem partycypacji pracowników,
- Monitorowanie wyników.
5. Liczą się podjęte działania
Nawet najlepsze plany nie mogą zapobiec powstawaniu wypalenia zawodowego. Prewencja może opierać się na wdrożonych działaniach.
Do budowy zaangażowania w pracę prowadzi sześć dróg – sześć obszarów życia organizacji. W każdym z tych obszarów mogą pojawić się czynniki, które wywołają wypalenie zawodowe. Wymienione czynniki mogą spowodować wyczerpanie, wpędzić w cynizm, przełożą się na brak osiągnięć. Każdy z obszarów może być zatem punktem wyjścia do skutecznych działań. Pozostaje tylko dokonać wyboru obszaru (pytanie, jak to zrobić) i… do dzieła!
źródło: Jak firmy radzą sobie z wypaleniem zawodowym pracowników
ACTA #8211; nie taki diabeł straszny#8230;
Skrót ACTA oznacza Anti-Counterfeiting Trade Agreement (umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrabianymi), jednakże nazwa ta może wprowadzać nieco w błąd, gdyż w istocie ACTA w przeważającej mierze dotyczy naruszania praw własności intelektualnej w ogólności, nie koncentrując się jedynie na kwestiach podróbek, a więc towarów oznaczanych znakami towarowymi innych producentów.
ACTA jako umowa międzynarodowa wejdzie w życie po jej ratyfikacji przez minimum 6 państw. Do procesu ratyfikacji ACTA stosuje się postanowienia Konwencji wiedeńskiej o prawie traktatów. Stroną umowy ma być też Unia Europejska. Z uwagi jednak na fakt, że część materii objętych ACTA nie należy do kompetencji UE przyznanych jej w traktach, a na mocy art. 5 ust. 2 Traktatu o Unii Europejskiej wszelkie kompetencje nieprzyznane UE pozostają przy państwach członkowskich, także poszczególne państwa będące państwami członkowskimi zostały zaproszone do podpisania i ratyfikowania ACTA.
ACTA zredagowana została przez prawników amerykańskich z uwzględnieniem zasad legislacji typowej dla systemów prawa anglosaskiego, wobec czego analiza tekstu umowy dla prawników kontynentalnych jest zadaniem trudnym i może prowadzić do wielu wątpliwości i rozbieżności. Razi także ogólność postanowień umowy, liczne zastrzeżenia w postaci „braku uszczerbku” dla przepisów krajowych oraz wprowadzanie postanowień fakultatywnych, a więc takich, których wprowadzenie zależne jest w całości od woli danej strony umowy. Lektura ACTA wskazuje niewątpliwie, że duża część jej postanowień to swego rodzaju postulaty, które mają być dopiero wprowadzane do porządków krajowych przez poszczególne państwa - strony umowy. Należy zwrócić także uwagę, że ACTA w art. 3 jednoznacznie wskazuje, że jej postanowienia nie naruszają regulacji wewnętrznych, dotyczących praw własności intelektualnej. Ponadto, ACTA w zamierzeniu stanowić ma uzupełnienie regulacji zawartych w porozumieniu w sprawie Handlowych Aspektów Praw Własności Intelektualnej (TRIPS) z 1994 r., stanowiącego załącznik do porozumienia w sprawie utworzenia Światowej Organizacji Handlu. Polska jest stroną porozumienia TRIPS od 2000 r.
Poza faktycznie budzącym wiele wątpliwości trybem prac nad tekstem ACTA, kilka kontrowersyjnych postanowień umowy wzbudziło duże emocje po opublikowaniu tekstu umowy.
Obowiązek dostarczania dowodów na własną niekorzyść?Kontrowersyjny jest z pewnością artykuł 11 ACTA wskazujący, że „winna zostać zagwarantowana możliwość nakazania przez (…) organy sądowe sprawcy naruszenia lub osobie, którą podejrzewa się o naruszenie, na uzasadniony wniosek posiadacza praw, przekazania posiadaczowi praw lub organom sądowym, przynajmniej dla celów zgromadzenia dowodów, stosownych informacji”. Sformułowanie to przez niektórych obserwatorów nazwane zostało odstępstwem od znanej prawu karnemu zasady zakazu dostarczania dowodów na swoją niekorzyść.
Warto jednak zwrócic uwagę, że, po pierwsze, przepis ten wskazuje, że może to nastąpić jedynie w drodze przewidzianej w ustawach lub przepisach wykonawczych. Po drugie, zapis ten dotyczy naruszeń cywilnoprawnych, a nie karnych. Po trzecie wreszcie podobne rozwiązanie w postaci tzw. roszczenia informacyjnego z art. 80 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych funkcjonuje w polskim porządku prawnym już od wielu lat. Trzeba także zauważać racje strony przeciwnej, a więc osób, których prawa zostały naruszone, że tego rodzaju instrumenty prawne służą wskazaniu osoby ewentualnego naruszyciela, dzięki czemu stanowiska stron mogą zostać zweryfikowane w toku procesu przed niezawisłym sądem. Powyższa regulacja nie stanowi więc rewolucji w polskim porządku prawnym oraz, wbrew pozorom, nie zmienia praw stron postępowania.
Rozszerzenie penalizacji?Artykuł 23 ACTA traktuje o przepisach karnych, co, zdaniem niektórych obserwatorów, prowadzi do rozszerzenia penalizacji niektórych typów czynów zabronionych. ACTA jednoznacznie wskazuje, że represja prawnokarna winna odnosić się do czynów będących „piractwem na szeroka skalę”. Niestety nie sposób znaleźć w treści umowy definicji tego pojęcia. Akt stanowi natomiast że „działania na skalę handlową obejmują przynajmniej działania prowadzone jako działalność handlowa w celu osiągnięcia bezpośredniej lub pośredniej korzyści ekonomicznej lub handlowej”. Należy się zgodzić, że takie niedookreślenie nie powinno mieć miejsca w regulacjach dotyczących prawa karnego. Warto zwrócić natomiast uwagę, że już obecnie polskie przepisy przewidują penalizację czynów zabronionych w zakresie praw własności intelektualnej. Polski ustawodawca rozróżnia także czyny „zwykłe” i czyny będące typem kwalifikowanym, popełnione w celu osiągania stałego źródło dochodu lub prowadzenia działalności. Lektura ACTA wskazuje, że czyny, o których mowa w porozumieniu, bliższe są typom kwalifikowanym w obecnie obowiązujących przepisach, co z kolei prowadzi do konkluzji, że w chwili obecnej polski ustawodawca przewiduje penalizację szerszą aniżeli wymagana przez porozumienie.
Drugą ważną kwestią jest regulacja art. 23 ust. 3 ACTA, zgodnie z którym każde państwo będące stroną umowy może penalizować czyny polegające na nagrywaniu filmów podczas seansów kinowych. Regulacje takie, które z pewnością prowadzić będą do rozszerzenia penalizacji, są jednak dla stron umowy fakultatywne. Wyłącznie od polskiego ustawodawcy zależy, czy wprowadzi je do porządku prawnego. Ważne jest także, aby zrozumieć, że również bez podpisania ACTA polski ustawodawca mógłby dokonać takiej penalizacji. Jedynym dostrzegalnym zagrożeniem jest tutaj ewentualna presja pozostałych państw sygnatariuszy ACTA i określonych lobby na polskie władze w celu dokonania interwencji ustawodawczej.
W obecnym brzmieniu ACTA nie stanowi więc samo w sobie rozszerzenia represji karnej w polskim porządku prawnym.
Nowe zasady w Internecie – czy dojdzie do cenzury Internetu?Zapisem ACTA, który wzbudza chyba najwięcej kontrowersji jest art. 27 dotyczący dochodzenia roszczeń i egzekwowania praw w środowisku cyfrowym. Przepis ten ma na celu ujednolicenie zasad ścigania naruszeń praw własności intelektualnej w sieci i wprowadza niejako podwaliny pod przyszłe regulacje środowiska cyfrowego.
Aby dobrze zrozumieć nie tylko same zapisy, ale i ich rzeczywiste konsekwencje, należy w pierwszym rzędzie odnieść się do zasad ochrony praw autorskich obowiązujących w środowisku cyfrowym.
Idea Internetu zakłada szerokie udostępnianie i ściąganie danych. O ile pomysłodawcy tego wynalazku sądzili, że będzie mieć on zastosowanie do wysyłania i odbierania danych przeznaczonych do indywidualnych odbiorców, lub też udostępniania danych naukowych lub publicznych, o tyle obecnie medium to jest szeroką platformą udostępniania danych dla nieograniczonego kręgu adresatów. Takie uzależnienie samej działalności Internetu od dostępności i możliwości powielania danych, powoduje że jest to obecnie medium najbardziej zależne od zasad wykorzystania praw własności intelektualnej i jednocześnie jest to największe wyzwanie dla doktryny tego prawa. Przez lata bowiem zasady korzystania z wytworów pracy intelektualnej były stosunkowo niezmienne. Zasady zaś obrotu utworami (a właściwie prawami autorskimi do nich) były takie same dla mediów drukowanych jak i przekazów radiowych i telewizyjnych. Dostęp do poszczególnych dzieł był zwykle udzielany przed podmioty zinstytucjonalizowane, łatwe do „namierzenia”, a zatem też do pociągnięcia do ewentualnej odpowiedzialności w przypadku dojścia do jakichkolwiek naruszeń.
Dopiero pojawienie się nowego medium – Internetu – które oparte jest na anonimowości, spowodowało konieczność redefiniowania zasad odpowiedzialności i wskazało na znaczące luki w obecnym systemie. Przede wszystkim należy wskazać, że odmiennie niż w przypadku pozostałych mediów, co do zasady, zapoznanie się z utworem w Internecie zakłada konieczność jego powielenia i ściągnięcia na własny komputer (w formie pliku umożliwiającego jego dalsze odtwarzanie lub w formie kopii zapasowej). Dodatkowo, w przypadku rozpowszechnienia w Internecie, nie ma często praktycznej możliwości określenia podmiotu, który udostępnił dany plik i umożliwił jego skopiowanie.
Dlatego też powstało pytanie, czy istnieje możliwość ścigania podmiotów udostępniających pliki w Internecie oraz jak określić osobę naruszyciela?Na wątpliwość tą odpowiedzią miał być właśnie art. 27 ACTA. Czytamy w nim, że: „Strona może, zgodnie ze swoimi przepisami ustawodawczymi i wykonawczymi, zapewnić swoim właściwym organom prawo do wydania dostawcy usług internetowych nakazu niezwłocznego ujawnienia posiadaczowi praw informacji wystarczających do zidentyfikowania abonenta, którego konto zostało użyte do domniemanego naruszenia, jeśli ten posiadacz praw złożył wystarczające pod względem prawnym roszczenie dotyczące naruszenia praw związanych ze znakami towarowymi, praw autorskich lub pokrewnych i informacje te mają służyć do celów ochrony lub dochodzenia i egzekwowania tych praw. Procedury są stosowane w sposób, który pozwala uniknąć tworzenia barier dla zgodnej z prawem działalności, w tym handlu elektronicznego, oraz, zgodnie z prawodawstwem Strony, zachowuje podstawowe zasady, takie jak wolność słowa, sprawiedliwy proces i prywatność.”
Zgodnie z tym przepisem, państwa - sygnatariusze ACTA mogą, ale nie muszą, zapewnić w swoim systemie prawnych środki nakładające na internet service providera obowiązek udostępnienia danych podmiotu, z którego konta doszło do naruszenia. Jako, że jest to kolejny przepis dyspozytywny (który wskazuje, co państwo może, ale nie musi zrobić) należy uznać, że ma on na celu niejako wskazanie ścieżki, która może zostać wykorzystana przez państwa w celu umożliwienia dochodzenie roszczeń od internetowych naruszycieli.
Na uwagę zasługuje, że obowiązek państwa do wprowadzenia regulacji, pozwalających na określenie osoby naruszającej czyjeś prawa w internecie został nałożony na państwa także przez Europejski Trybunał Praw Człowieka. W wyroku z 2008 roku Trybunał wprost stwierdził, że państwa są zobligowane do dostarczenia obywatelom narzędzi umożliwiających określenie danych podmiotu, naruszających za pośrednictwem Internetu dobre imię lub cześć osoby. Prawo do poznania osoby naruszyciela (co jest konieczne dla pociągnięcia go do odpowiedzialności) wywiedzione zostało z prawa do sądu, które gwarantuje każdemu sądową ochronę jego praw. Mimo, że wskazany wyrok dotyczy ochrony dóbr osobistych istnieje możliwość zastosowania go także do naruszenia praw własności intelektualnej. Skoro bowiem częścią prawa do sądu jest prawo do dochodzenia swoich roszczeń przed sądem, nie ma znaczenia, czy chodzi o roszczenia wynikające z naruszenia dóbr osobistych czy też naruszenia praw własności intelektualnej.
Reasumując, już w 2008 r. wszystkie państwa – sygnatariusze Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności musiały liczyć się z koniecznością zagwarantowania obywatelom środka umożliwiającego uzyskanie informacji o osobie odpowiedzialnej za naruszenie.
Art. 27 ACTA stanowi więc jedynie próbę wskazania, jak takie narzędzie ma wyglądać. W czasie prac nad konwencją poszukiwano podmiotu, który w całym procesie udostępniania utworów w Internecie najczęściej będzie miał kontakt z osobą korzystającą z konta. Bezsprzecznie osobą taką jest service provider, który udostępnia dane konto abonentowi, a więc podpisuje z nim umowę. Istnieje zatem domniemanie, że zna on dane abonenta. Dlatego też logiczne wydaje się być rozwiązanie pozwalające podmiotowi, którego prawa naruszono uzyskanie danych osoby, na którą zarejestrowane zostało konto, z którego doszło do naruszenia.
Dodatkowo istotne jest, że takie narzędzia są już szczątkowo obecne w polskim prawie. Zgodnie z art. 80 prawa autorskiego i art. 2861 Prawa własności przemysłowej, osoba, której prawa zostały naruszone może żądać od osoby innej niż naruszający informacji koniecznych do określenia pochodzenia i sieciach dystrybucji towarów naruszających prawa. Wskazane roszczenie skierowane jest także do podmiotu, który bezpośrednio nie narusza praw uprawnionego, jednak może mieć informacje o naruszeniu.
W naszej ocenie już w tej chwili procedury opisane w tych polskich przepisach mogą być stosowane również do określenia osoby naruszyciela, a więc mogą też posłużyć w celu uzyskania od Internet providera danych osoby, z której konta dochodzi do naruszenia.
Regulacje, o których mowa w art. 27 ACTA nie są zatem czymś nowym polskiemu prawu, maja jedynie za cel sprecyzowanie i niejako dookreślenie obowiązujących procedur oraz ostateczne wyeliminowanie problemów z określeniem osoby naruszyciela.
Odpowiadając na możliwe zarzuty, że regulacje te naruszają prawo do anonimowości w Internecie, należy wskazać, że przywilej ten nie przysługuje podmiotom naruszającym prawo. Przenosząc sytuację udostępniania plików w Internecie na gruntu życia w tzw. „realu” można powiedzieć, że również złodziej nie może się zasłaniać prawem do prywatności w momencie próby przeszukania go przez policję.
Podobnie za nieuzasadnione należy uznać wątpliwości dotyczące zwrotu: „zapewnić swoim właściwym organom prawo”. Wskazanie to interpretowane jest przez niektórych jako zbytnie rozszerzenie kompetencji organów państwowych. Interpretacja taka jest niezgodna jednak z podstawowymi zasadami ACTA. W preambule wskazano bowiem, że wszelkie postanowienia umowy muszą być interpretowane zgodnie z porządkiem danego państwa. Skoro zatem w Polsce podobne kwestie (roszczenie informacyjne) zostały przekazane kompetencji sądów, również i to uprawnienie powinno być złożone przez ustawodawcę na ich ręce. Jako, że sądy są władzą niezawisłą, której celem jest wymierzanie prawa, wyposażenie ich w przedstawione powyżej kompetencje nie narusza praw obywateli.
Na zakończenie należy obalić ostatni mit związany z art. 27 ACTA, a dotyczący tzw. dozwolonego użytku. ACTA nie precyzuje pojęcia „dozwolonego użytku”, nie oznacza to jednak, że instytucja ta musi zostać wykreślona z ustawodawstwa państw - sygnatariuszy. Wręcz przeciwnie, ACTA musi być interpretowana i implementowana w zgodzie z dotychczasowym porządkiem prawnym państw stron, co zakłada, że w państwach przewidujących dozwolony użytek praw autorskich, nie ma powodu do uchylenia tej instytucji. Oczywiście nawet już teraz nie ma przeszkód, aby ustawodawca „skasował” dozwolony użytek, jednak nie jest to wymagane przez ACTA.
Reasumując, ACTA stanowi jedynie niejako wskazówki dla państw – sygnatariuszy, jak można uszczelnić zasady ochrony praw własności intelektualnej w Internecie, nie wprowadza jednak zmian ani zapisów, które byłby rewolucyjne lub znacząco odbiegały od zasad ochrony praw własności intelektualnej, obowiązujących w Polsce obecnie.
Należy zatem podzielić stanowisko części komentatorów, że większość niepokojów społecznych związanych z ACTA wynika tak naprawdę z braku dialogu społecznego wokół tej umowy, oraz z faktu, że dotyka ona sfery życia dotychczas postrzeganej jako wolna i anonimowa (czyli komunikacji w Internecie). Łącząc to z faktem, że większość użytkowników Internetu to ludzie młodzi, często negatywnie nastawieni do władzy państwowej, w których interesie nie leży ochrona własności intelektualnej (gdyż osobiście nie czerpią z jej wykorzystywania dochodów), nie dziwi ostry sprzeciw społeczny przed zapisami wskazanego aktu. ACTA postrzegane jest bowiem jako zamach na prawa jednostki, mimo, że nie jest to jej celem, gdyż w rzeczywistości jedynie potwierdza ona zasady ochrony praw własności intelektualnej.
źródło: ACTA #8211; nie taki diabeł straszny#8230;
ACTA #8211; nie taki diabeł straszny#8230;
Skrót ACTA oznacza Anti-Counterfeiting Trade Agreement (umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrabianymi), jednakże nazwa ta może wprowadzać nieco w błąd, gdyż w istocie ACTA w przeważającej mierze dotyczy naruszania praw własności intelektualnej w ogólności, nie koncentrując się jedynie na kwestiach podróbek, a więc towarów oznaczanych znakami towarowymi innych producentów.
ACTA jako umowa międzynarodowa wejdzie w życie po jej ratyfikacji przez minimum 6 państw. Do procesu ratyfikacji ACTA stosuje się postanowienia Konwencji wiedeńskiej o prawie traktatów. Stroną umowy ma być też Unia Europejska. Z uwagi jednak na fakt, że część materii objętych ACTA nie należy do kompetencji UE przyznanych jej w traktach, a na mocy art. 5 ust. 2 Traktatu o Unii Europejskiej wszelkie kompetencje nieprzyznane UE pozostają przy państwach członkowskich, także poszczególne państwa będące państwami członkowskimi zostały zaproszone do podpisania i ratyfikowania ACTA.
ACTA zredagowana została przez prawników amerykańskich z uwzględnieniem zasad legislacji typowej dla systemów prawa anglosaskiego, wobec czego analiza tekstu umowy dla prawników kontynentalnych jest zadaniem trudnym i może prowadzić do wielu wątpliwości i rozbieżności. Razi także ogólność postanowień umowy, liczne zastrzeżenia w postaci „braku uszczerbku” dla przepisów krajowych oraz wprowadzanie postanowień fakultatywnych, a więc takich, których wprowadzenie zależne jest w całości od woli danej strony umowy. Lektura ACTA wskazuje niewątpliwie, że duża część jej postanowień to swego rodzaju postulaty, które mają być dopiero wprowadzane do porządków krajowych przez poszczególne państwa - strony umowy. Należy zwrócić także uwagę, że ACTA w art. 3 jednoznacznie wskazuje, że jej postanowienia nie naruszają regulacji wewnętrznych, dotyczących praw własności intelektualnej. Ponadto, ACTA w zamierzeniu stanowić ma uzupełnienie regulacji zawartych w porozumieniu w sprawie Handlowych Aspektów Praw Własności Intelektualnej (TRIPS) z 1994 r., stanowiącego załącznik do porozumienia w sprawie utworzenia Światowej Organizacji Handlu. Polska jest stroną porozumienia TRIPS od 2000 r.
Poza faktycznie budzącym wiele wątpliwości trybem prac nad tekstem ACTA, kilka kontrowersyjnych postanowień umowy wzbudziło duże emocje po opublikowaniu tekstu umowy.
Obowiązek dostarczania dowodów na własną niekorzyść?Kontrowersyjny jest z pewnością artykuł 11 ACTA wskazujący, że „winna zostać zagwarantowana możliwość nakazania przez (…) organy sądowe sprawcy naruszenia lub osobie, którą podejrzewa się o naruszenie, na uzasadniony wniosek posiadacza praw, przekazania posiadaczowi praw lub organom sądowym, przynajmniej dla celów zgromadzenia dowodów, stosownych informacji”. Sformułowanie to przez niektórych obserwatorów nazwane zostało odstępstwem od znanej prawu karnemu zasady zakazu dostarczania dowodów na swoją niekorzyść.
Warto jednak zwrócic uwagę, że, po pierwsze, przepis ten wskazuje, że może to nastąpić jedynie w drodze przewidzianej w ustawach lub przepisach wykonawczych. Po drugie, zapis ten dotyczy naruszeń cywilnoprawnych, a nie karnych. Po trzecie wreszcie podobne rozwiązanie w postaci tzw. roszczenia informacyjnego z art. 80 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych funkcjonuje w polskim porządku prawnym już od wielu lat. Trzeba także zauważać racje strony przeciwnej, a więc osób, których prawa zostały naruszone, że tego rodzaju instrumenty prawne służą wskazaniu osoby ewentualnego naruszyciela, dzięki czemu stanowiska stron mogą zostać zweryfikowane w toku procesu przed niezawisłym sądem. Powyższa regulacja nie stanowi więc rewolucji w polskim porządku prawnym oraz, wbrew pozorom, nie zmienia praw stron postępowania.
Rozszerzenie penalizacji?Artykuł 23 ACTA traktuje o przepisach karnych, co, zdaniem niektórych obserwatorów, prowadzi do rozszerzenia penalizacji niektórych typów czynów zabronionych. ACTA jednoznacznie wskazuje, że represja prawnokarna winna odnosić się do czynów będących „piractwem na szeroka skalę”. Niestety nie sposób znaleźć w treści umowy definicji tego pojęcia. Akt stanowi natomiast że „działania na skalę handlową obejmują przynajmniej działania prowadzone jako działalność handlowa w celu osiągnięcia bezpośredniej lub pośredniej korzyści ekonomicznej lub handlowej”. Należy się zgodzić, że takie niedookreślenie nie powinno mieć miejsca w regulacjach dotyczących prawa karnego. Warto zwrócić natomiast uwagę, że już obecnie polskie przepisy przewidują penalizację czynów zabronionych w zakresie praw własności intelektualnej. Polski ustawodawca rozróżnia także czyny „zwykłe” i czyny będące typem kwalifikowanym, popełnione w celu osiągania stałego źródło dochodu lub prowadzenia działalności. Lektura ACTA wskazuje, że czyny, o których mowa w porozumieniu, bliższe są typom kwalifikowanym w obecnie obowiązujących przepisach, co z kolei prowadzi do konkluzji, że w chwili obecnej polski ustawodawca przewiduje penalizację szerszą aniżeli wymagana przez porozumienie.
Drugą ważną kwestią jest regulacja art. 23 ust. 3 ACTA, zgodnie z którym każde państwo będące stroną umowy może penalizować czyny polegające na nagrywaniu filmów podczas seansów kinowych. Regulacje takie, które z pewnością prowadzić będą do rozszerzenia penalizacji, są jednak dla stron umowy fakultatywne. Wyłącznie od polskiego ustawodawcy zależy, czy wprowadzi je do porządku prawnego. Ważne jest także, aby zrozumieć, że również bez podpisania ACTA polski ustawodawca mógłby dokonać takiej penalizacji. Jedynym dostrzegalnym zagrożeniem jest tutaj ewentualna presja pozostałych państw sygnatariuszy ACTA i określonych lobby na polskie władze w celu dokonania interwencji ustawodawczej.
W obecnym brzmieniu ACTA nie stanowi więc samo w sobie rozszerzenia represji karnej w polskim porządku prawnym.
Nowe zasady w Internecie – czy dojdzie do cenzury Internetu?Zapisem ACTA, który wzbudza chyba najwięcej kontrowersji jest art. 27 dotyczący dochodzenia roszczeń i egzekwowania praw w środowisku cyfrowym. Przepis ten ma na celu ujednolicenie zasad ścigania naruszeń praw własności intelektualnej w sieci i wprowadza niejako podwaliny pod przyszłe regulacje środowiska cyfrowego.
Aby dobrze zrozumieć nie tylko same zapisy, ale i ich rzeczywiste konsekwencje, należy w pierwszym rzędzie odnieść się do zasad ochrony praw autorskich obowiązujących w środowisku cyfrowym.
Idea Internetu zakłada szerokie udostępnianie i ściąganie danych. O ile pomysłodawcy tego wynalazku sądzili, że będzie mieć on zastosowanie do wysyłania i odbierania danych przeznaczonych do indywidualnych odbiorców, lub też udostępniania danych naukowych lub publicznych, o tyle obecnie medium to jest szeroką platformą udostępniania danych dla nieograniczonego kręgu adresatów. Takie uzależnienie samej działalności Internetu od dostępności i możliwości powielania danych, powoduje że jest to obecnie medium najbardziej zależne od zasad wykorzystania praw własności intelektualnej i jednocześnie jest to największe wyzwanie dla doktryny tego prawa. Przez lata bowiem zasady korzystania z wytworów pracy intelektualnej były stosunkowo niezmienne. Zasady zaś obrotu utworami (a właściwie prawami autorskimi do nich) były takie same dla mediów drukowanych jak i przekazów radiowych i telewizyjnych. Dostęp do poszczególnych dzieł był zwykle udzielany przed podmioty zinstytucjonalizowane, łatwe do „namierzenia”, a zatem też do pociągnięcia do ewentualnej odpowiedzialności w przypadku dojścia do jakichkolwiek naruszeń.
Dopiero pojawienie się nowego medium – Internetu – które oparte jest na anonimowości, spowodowało konieczność redefiniowania zasad odpowiedzialności i wskazało na znaczące luki w obecnym systemie. Przede wszystkim należy wskazać, że odmiennie niż w przypadku pozostałych mediów, co do zasady, zapoznanie się z utworem w Internecie zakłada konieczność jego powielenia i ściągnięcia na własny komputer (w formie pliku umożliwiającego jego dalsze odtwarzanie lub w formie kopii zapasowej). Dodatkowo, w przypadku rozpowszechnienia w Internecie, nie ma często praktycznej możliwości określenia podmiotu, który udostępnił dany plik i umożliwił jego skopiowanie.
Dlatego też powstało pytanie, czy istnieje możliwość ścigania podmiotów udostępniających pliki w Internecie oraz jak określić osobę naruszyciela?Na wątpliwość tą odpowiedzią miał być właśnie art. 27 ACTA. Czytamy w nim, że: „Strona może, zgodnie ze swoimi przepisami ustawodawczymi i wykonawczymi, zapewnić swoim właściwym organom prawo do wydania dostawcy usług internetowych nakazu niezwłocznego ujawnienia posiadaczowi praw informacji wystarczających do zidentyfikowania abonenta, którego konto zostało użyte do domniemanego naruszenia, jeśli ten posiadacz praw złożył wystarczające pod względem prawnym roszczenie dotyczące naruszenia praw związanych ze znakami towarowymi, praw autorskich lub pokrewnych i informacje te mają służyć do celów ochrony lub dochodzenia i egzekwowania tych praw. Procedury są stosowane w sposób, który pozwala uniknąć tworzenia barier dla zgodnej z prawem działalności, w tym handlu elektronicznego, oraz, zgodnie z prawodawstwem Strony, zachowuje podstawowe zasady, takie jak wolność słowa, sprawiedliwy proces i prywatność.”
Zgodnie z tym przepisem, państwa - sygnatariusze ACTA mogą, ale nie muszą, zapewnić w swoim systemie prawnych środki nakładające na internet service providera obowiązek udostępnienia danych podmiotu, z którego konta doszło do naruszenia. Jako, że jest to kolejny przepis dyspozytywny (który wskazuje, co państwo może, ale nie musi zrobić) należy uznać, że ma on na celu niejako wskazanie ścieżki, która może zostać wykorzystana przez państwa w celu umożliwienia dochodzenie roszczeń od internetowych naruszycieli.
Na uwagę zasługuje, że obowiązek państwa do wprowadzenia regulacji, pozwalających na określenie osoby naruszającej czyjeś prawa w internecie został nałożony na państwa także przez Europejski Trybunał Praw Człowieka. W wyroku z 2008 roku Trybunał wprost stwierdził, że państwa są zobligowane do dostarczenia obywatelom narzędzi umożliwiających określenie danych podmiotu, naruszających za pośrednictwem Internetu dobre imię lub cześć osoby. Prawo do poznania osoby naruszyciela (co jest konieczne dla pociągnięcia go do odpowiedzialności) wywiedzione zostało z prawa do sądu, które gwarantuje każdemu sądową ochronę jego praw. Mimo, że wskazany wyrok dotyczy ochrony dóbr osobistych istnieje możliwość zastosowania go także do naruszenia praw własności intelektualnej. Skoro bowiem częścią prawa do sądu jest prawo do dochodzenia swoich roszczeń przed sądem, nie ma znaczenia, czy chodzi o roszczenia wynikające z naruszenia dóbr osobistych czy też naruszenia praw własności intelektualnej.
Reasumując, już w 2008 r. wszystkie państwa – sygnatariusze Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności musiały liczyć się z koniecznością zagwarantowania obywatelom środka umożliwiającego uzyskanie informacji o osobie odpowiedzialnej za naruszenie.
Art. 27 ACTA stanowi więc jedynie próbę wskazania, jak takie narzędzie ma wyglądać. W czasie prac nad konwencją poszukiwano podmiotu, który w całym procesie udostępniania utworów w Internecie najczęściej będzie miał kontakt z osobą korzystającą z konta. Bezsprzecznie osobą taką jest service provider, który udostępnia dane konto abonentowi, a więc podpisuje z nim umowę. Istnieje zatem domniemanie, że zna on dane abonenta. Dlatego też logiczne wydaje się być rozwiązanie pozwalające podmiotowi, którego prawa naruszono uzyskanie danych osoby, na którą zarejestrowane zostało konto, z którego doszło do naruszenia.
Dodatkowo istotne jest, że takie narzędzia są już szczątkowo obecne w polskim prawie. Zgodnie z art. 80 prawa autorskiego i art. 2861 Prawa własności przemysłowej, osoba, której prawa zostały naruszone może żądać od osoby innej niż naruszający informacji koniecznych do określenia pochodzenia i sieciach dystrybucji towarów naruszających prawa. Wskazane roszczenie skierowane jest także do podmiotu, który bezpośrednio nie narusza praw uprawnionego, jednak może mieć informacje o naruszeniu.
W naszej ocenie już w tej chwili procedury opisane w tych polskich przepisach mogą być stosowane również do określenia osoby naruszyciela, a więc mogą też posłużyć w celu uzyskania od Internet providera danych osoby, z której konta dochodzi do naruszenia.
Regulacje, o których mowa w art. 27 ACTA nie są zatem czymś nowym polskiemu prawu, maja jedynie za cel sprecyzowanie i niejako dookreślenie obowiązujących procedur oraz ostateczne wyeliminowanie problemów z określeniem osoby naruszyciela.
Odpowiadając na możliwe zarzuty, że regulacje te naruszają prawo do anonimowości w Internecie, należy wskazać, że przywilej ten nie przysługuje podmiotom naruszającym prawo. Przenosząc sytuację udostępniania plików w Internecie na gruntu życia w tzw. „realu” można powiedzieć, że również złodziej nie może się zasłaniać prawem do prywatności w momencie próby przeszukania go przez policję.
Podobnie za nieuzasadnione należy uznać wątpliwości dotyczące zwrotu: „zapewnić swoim właściwym organom prawo”. Wskazanie to interpretowane jest przez niektórych jako zbytnie rozszerzenie kompetencji organów państwowych. Interpretacja taka jest niezgodna jednak z podstawowymi zasadami ACTA. W preambule wskazano bowiem, że wszelkie postanowienia umowy muszą być interpretowane zgodnie z porządkiem danego państwa. Skoro zatem w Polsce podobne kwestie (roszczenie informacyjne) zostały przekazane kompetencji sądów, również i to uprawnienie powinno być złożone przez ustawodawcę na ich ręce. Jako, że sądy są władzą niezawisłą, której celem jest wymierzanie prawa, wyposażenie ich w przedstawione powyżej kompetencje nie narusza praw obywateli.
Na zakończenie należy obalić ostatni mit związany z art. 27 ACTA, a dotyczący tzw. dozwolonego użytku. ACTA nie precyzuje pojęcia „dozwolonego użytku”, nie oznacza to jednak, że instytucja ta musi zostać wykreślona z ustawodawstwa państw - sygnatariuszy. Wręcz przeciwnie, ACTA musi być interpretowana i implementowana w zgodzie z dotychczasowym porządkiem prawnym państw stron, co zakłada, że w państwach przewidujących dozwolony użytek praw autorskich, nie ma powodu do uchylenia tej instytucji. Oczywiście nawet już teraz nie ma przeszkód, aby ustawodawca „skasował” dozwolony użytek, jednak nie jest to wymagane przez ACTA.
Reasumując, ACTA stanowi jedynie niejako wskazówki dla państw – sygnatariuszy, jak można uszczelnić zasady ochrony praw własności intelektualnej w Internecie, nie wprowadza jednak zmian ani zapisów, które byłby rewolucyjne lub znacząco odbiegały od zasad ochrony praw własności intelektualnej, obowiązujących w Polsce obecnie.
Należy zatem podzielić stanowisko części komentatorów, że większość niepokojów społecznych związanych z ACTA wynika tak naprawdę z braku dialogu społecznego wokół tej umowy, oraz z faktu, że dotyka ona sfery życia dotychczas postrzeganej jako wolna i anonimowa (czyli komunikacji w Internecie). Łącząc to z faktem, że większość użytkowników Internetu to ludzie młodzi, często negatywnie nastawieni do władzy państwowej, w których interesie nie leży ochrona własności intelektualnej (gdyż osobiście nie czerpią z jej wykorzystywania dochodów), nie dziwi ostry sprzeciw społeczny przed zapisami wskazanego aktu. ACTA postrzegane jest bowiem jako zamach na prawa jednostki, mimo, że nie jest to jej celem, gdyż w rzeczywistości jedynie potwierdza ona zasady ochrony praw własności intelektualnej.
źródło: ACTA #8211; nie taki diabeł straszny#8230;
Co łączy Leonardo da Vinci z Boeingiem?
Dorobek renesansu
Łatwo natomiast dostrzec mnogość odnośników, piktogramów a nawet precyzyjnych rysunków. Projektując swoje przełomowe wynalazki, m.in. maszyny latające, Leonardo nie notował gotowych, przemyślanych koncepcji. Tworzył koncepcje - notując. Pozwalał myślom spontanicznie płynąć i przybierać dowolny kształt. Intuicyjnie przelewał je na papier. Prawdopodobnie właśnie notatki da Vinci stały się inspiracją dla uporządkowania i nazwania metody mapowania w czasach współczesnych.
XXI wiekOd 1970 roku metodę zgłębia i promuje Tony Buzan, zachęcając do jej stosowania zarówno uczniów, studentów jak i managerów. Mapy myśli to sposób notowania, który uczy kreatywnego myślenia, analizy, wnioskowania. Zachęca do odbiegania od utartych schematów myślowych, dzięki czemu zapisane na niej pomysły mogą zaskoczyć nawet nas samych!
Metoda Mind Mappingu jest coraz chętniej wykorzystywana przez uczniów i studentów na całym świecie. Pozwala w szybki i kreatywny sposób notować podczas wykładu, a także uczy analitycznego i samodzielnego myślenia. Polskie szkoły także zaczęły doceniać potencjał mapowania. Mapy myśli mają jednak dużo szersze zastosowanie. Coraz częściej metoda ta jest wykorzystywana przez managerów i liderów zespołów, jako praktyczne narzędzie. W pracy zespołowej sprawdza się, jako sposób notowania podczas burzy mózgów i wspólnego poszukiwania nowych rozwiązań. Ponoć już sam Leonardo mawiał, iż mapowanie rozbudza kreatywność i „ożywia ducha inwencji”. Mapa jest także idealnym narzędziem planowania zarządzania sobą w czasie, albowiem pozwala w kreatywny i bardzo osobisty sposób zanotować: plan dnia, prezentacji, opracowywanie strategii działania. W życiu zawodowym i prywatnym w formie mapy możesz postawić cele czy też dokonać analizy problemu, wykorzystując spojrzenie wielokierunkowe, którego uczy mindmapping. Dzięki wykorzystaniu koloru, piktogramów i koncentracji na słowach-kluczach – tworzenie i wykorzystywanie map myśli podnosi poziom zapamiętania notowanych informacji. Wzmaga też naszą koncentrację a także kreatywność podczas ich wykonywania.
Zastosowań mapy myśli jest wiele, a ich wykorzystywanie przynosi wymierne korzyści wielkim korporacjom na całym świecie. Metoda Mind Mappingu została wdrożona do programu podnoszenia jakości w koncernie Boeing. Program pozwolił oszczędzić w ciągu jednego roku 10 milionów dolarów. Dzięki wdrożonej metodzie w ciągu jednego miesiąca wygenerowano projekty, których realizacja oznaczała kolejne milionowe oszczędności dla koncernu. Potencjał map dostrzegł Dr Mike Stanley, ujmując podręcznik projektu samolotu, którego napisanie zajęło 7 lat w jednej siedmiometrowej mapie myśli. Pozwoliło to znacząco skrócić okres szkolenia do kilku tygodni, co przyniosło kolejne oszczędności. Lista referencyjna firm wykorzystujących metodę Mind Mappingu jest bardzo długa, a znajduje się na niej międzynarodowych korporacji, takich jak: Coca-Cola, Nike, Procter and Gamble, Johnson & Johnson. Także w Polsce coraz więcej firm wdraża tę metodę w strategie rozwoju.
Każdy z nas jest manageremByć może zastanawiasz się, czy mindmapping znalazłaby zastosowanie w Twoim życiu. Być może nie jesteś studentem, managerem, nie zarządzasz ludźmi ani projektami. Pamiętaj jednak, że zarządzasz na co dzień swoim największym kapitałem. To Twój mózg – zdolny tworzyć wspaniałe idee, wynalazki i dzieła sztuki. To w nim kryje się Twój wielki potencjał. Odkrywaj go każdego dnia. Stosuj metody wykorzystywane przez wybitnych myślicieli! Rozwijaj swoją kreatywność! Wykorzystaj mapowanie myśli dla stworzenia planu tygodnia czy stawiania sobie celów. Stwórz mapę myśli swoich mocnych stron i talentów. Codziennie twórz mapy skojarzeń – na dowolny temat. Pamiętaj, wszystkie skojarzenia podyktowane przez Twój mózg są dobre. To wspaniałe, rozwijające kreatywność ćwiczenie! Zaufaj swojej intuicji, twórz mapy myśli i obudź w sobie geniusza!
Artykuł ukazał się w I wydaniu magazynu "The Target - Miesięcznik Ludzi Sukcesu" - do ściągnięcia ze strony: www.henryjones.eu
źródło: Co łączy Leonardo da Vinci z Boeingiem?
Wpływ kultury organizacyjnej na komunikację w systemach workflow
Sytuacja ekonomiczna sprawia, że przedsiębiorstwa są poddawane nieustannym zmianom, które mają podnieść ich konkurencyjność i atrakcyjność rynkową. Decyzja o informatyzacji jest jedną z nich, ale warto zdawać sobie sprawę, że na powodzenie takiego projektu ma wpływ wiele czynników, między innymi kultura organizacyjna.
Mnogość definicjiTermin „kultura” w odniesieniu do przedsiębiorstwa został użyty po raz pierwszy w 1951 roku przez kanadyjskiego lekarza i psychologa Elliota Jacques’a, który po przeprowadzeniu 7-letnich badań w angielskiej fabryce stwierdził, że oficjalny schemat organizacji nie zawsze odzwierciedla prawdziwe relacje między jej pracownikami. Pojęcie kultury organizacyjnej zmieniało się wraz z upływem czasu i czynnikami, które ją kształtowały, ale to wydarzenie sprawiło, że termin ten na dobre zagościł w słownikach socjologów. Definicji jest wiele i nawet naukowcy nie są w tej materii zgodni. Obecnie synonimem kultury organizacyjnej jest duch, istota, tożsamość i osobowość organizacji. Przejawia się w misji firmy, sposobie jej działania, hierarchii wartości, sposobie rozwiązywania problemów, zorganizowaniu miejsc pracy a nawet estetyce wnętrz. Jest nieodłącznym elementem stosunków międzyludzkich i jest obecna we wszystkich częściach przedsiębiorstwa. Ujęcie historyczne opisuje kulturę organizacyjną jako:
"System wartości i norm zachowań oraz sposobów postępowania i myślenia, który został wykształcony i zaakceptowany przez pewien zespół ludzi i który powoduje wyraźne odróżnianie się tego zespołu od innych." E. Keller
"Wzorzec wyznawanych przekonań i wartości, nadający pracownikom sens działania i dostarczający im reguł zachowywania się w przedsiębiorstwie." S. Davies
Idąc tym tropem można stwierdzić, że ile firm, tyle kultur organizacyjnych, a każda z nich jest tworem unikalnym.
Kultura organizacyjna a zarządzanie wiedzą dzięki systemom ITWdrożenie rozwiązania informatycznego ma na celu usprawnienie funkcjonowania firmy. Wszystko zależy oczywiście od tego, jaki obszar należy usprawnić i jakie problemy rozwiązać, ale jednym z narzędzi, na które niewątpliwie ma wpływ kultura organizacyjna jest system workflow. Jego implementacja jest zmianą w dotychczasowych sposobach komunikacji, realizacji zadań, rozwiązywania problemów oraz przekazywania informacji a te czynniki tworzą przecież kulturę. Jak więc dokonać wyboru? Czy workflow powinien idealnie wpisać się w dotychczasowe procedury, automatyzując je jedynie czy powinien stworzyć nowe ścieżki obiegu informacji i zadań, rewolucjonizując wypracowane do tej pory kanały komunikacji?
Kultura organizacyjna, która sprzyja wdrażaniu systemów informatycznych to przede wszystkim taka, która jest otwarta i gotowa na wszelkie zmiany. Dużą rolę odgrywają inicjatorzy zmian, czyli osoby, które jako pierwsze potrafią zdiagnozować problem, zdają sobie sprawę z potrzeb i szukają sposobów na ich zaspokojenie. Ważne również żeby osoby zarządzające umiejętnie kierowały pracą zespołu i potrafiły wydobyć z niego to, co najlepsze. Prawdziwy lider potrafi stworzyć atmosferę, w których dużo łatwiej o twórcze rozwiązywanie problemów. W stworzeniu takiej kultury może pomóc:
- Zachecanie do podejmowania kreatywnych działań, bez obawy o konsekwencje w razie niepowodzenia,
- dostarczanie pomocy niezbędnej do realizowania zadań,
- umiejętne rozdzielanie zadań, zgodnych z kompetencjami pracowników,
- zapewnienie wsparcia,
- umiejętna kontrola.
Podjęcie decyzji o wdrożeniu workflow wiąże się również z umiejętnością dzielenia się wiedzą. Wciąż zmieniające się otoczenie rynkowe sprawia, że dzięki informatyzacji oczekuje się zmniejszenia kosztów, zwiększenia wydajności i efektywności pracy, usprawnienia wewnętrznych procesów i wprowadzenia ulepszonych norm. Ale zanim do tego dojdzie, potrzebna jest wiedza o tym jak funkcjonują problematyczne obszary, które z nich wymagają największych zmian i jak umiejętnie przenieść to wszystko do systemu. Dlatego kultura organizacyjna może okazać się barierą w wypracowywaniu nowych procedur. Efektywne wdrożenie workflow wymaga przeanalizowania od nowa kultury i misji biznesu, po to, żeby uruchomione procesy faktycznie ułatwiały pracę. Jeżeli organizacja jest otwarta i gotowa na wszelkie zmiany w imię realizowanej strategii, wówczas łatwiej o akceptację nowych założeń.
Kultura organizacyjna, która sprzyja zmianom (kultura wysokiej tolerancji niepewności) to taka, w której pracownik jest bardziej niezależny, nie obawia się podejmowania nowych wyzwań i ryzyka. Zewnętrzne punkty oparcia znajduje w swojej własnej wiedzy, doświadczeniu zawodowym oraz umiejętnościach. Inaczej jest w przypadku kultury niesprzyjającej zmianom – zewnętrznymi punktami oparcia jest dla pracownika przywódca rozstrzygający wszelkie wątpliwości, szczegółowe przepisy niewymagające dokonywania ciągłych wyborów oraz tradycja, zwyczaje, obyczaje społeczności, której sam jest członkiem. Pracownik czuje się bezpiecznie i pewnie, ale jego niezależność jest w znacznym stopniu ograniczona1. Taka sytuacja sprawia, że wysiłek podejmowany na rzecz poprawy efektywności oraz zmniejszenia kosztów okazuje się często zmarnowany ponieważ kultura pozostaje bez zmian a organizacja nie jest naprawdę gotowa na rewolucje.
1 SIKORSKI, C. Kultura organizacyjna wysokiej tolerancji niepewności. Organizacja i Kierowanie 1999, nr 1, s. 18-19
źródło: Wpływ kultury organizacyjnej na komunikację w systemach workflow
Nowe obowiązki deweloperów nowe uprawnienia nabywców
Cel regulacji
9 czerwca 2011r. do Marszałka Sejmu RP został skierowany poselski projekt ustawy o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego (druk sejmowy nr 4346), uchwalony ostatecznie we wrześniu 2011r. Celem regulacji jest wprowadzenie zasad ochrony nabywcy lokalu, w sytuacji, gdy deweloper zobowiąże się do ustanowienia w stosunku do niego odrębnej własności lokalu mieszkalnego oraz do przeniesienia na nabywcę własności tego lokalu lub własności nieruchomości zabudowanej domem jednorodzinnym. Podkreślić należy, że przedmiotem ochrony nowej ustawy jest zarówno lokal mieszkalny, jak i dom jednorodzinny; ponadto przepisy regulacji mają zastosowanie także do spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego.
Ustawa obejmuje ochroną nabywców – osoby fizyczne, uprawnione do uzyskania i przeniesienia własności prawa do lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego na podstawie umowy deweloperskiej.
Potrzeba zmianW uzasadnieniu projektu jego autorzy wskazywali, że obecne przepisy nie chronią w zadowalającym stopniu interesów nabywców występujących w roli klientów firm deweloperskich. Obecnie klient firmy deweloperskiej może znaleźć się w bardzo niekorzystnej sytuacji, ponieważ to on jest podmiotem, którego obarcza ryzyko inwestycji dewelopera. Wskazać należy, że w większości państw członkowskich Unii Europejskiej sytuacja wygląda odwrotnie – na rynku nieruchomości podmiotem chronionym przez państwo jest nabywca lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego.
Nowe uprawnienia nabywców i odpowiadające im obowiązki deweloperówZgodnie z przepisami ustawy od kwietnia 2012r. wprowadzony zostanie nadzór nad dysponowaniem przez dewelopera powierzonymi mu środkami. W szczególności nastąpi to poprzez zobowiązanie dewelopera do zapewnienia nabywcom lokalu lub domu jednorodzinnego jednego z następujących instrumentów ochrony:
- zamkniętego mieszkaniowego rachunku powierniczego,
- otwartego mieszkaniowego rachunku powierniczego i umowy ubezpieczeniowej,
- otwartego mieszkaniowego rachunku powierniczego i gwarancji bankowej.
Dodać należy, że deweloper ma obowiązek zapewnienia co najmniej jednego z wymienionych instrumentów. Na rachunkach powierniczych będą gromadzone środki na budowę lokalu. Będą one stanowić zabezpieczenie na wypadek upadłości dewelopera – wypłata środków na rzecz dewelopera nastąpi po ustanowieniu i przeniesieniu prawa na nabywcę. Umowa deweloperska powinna być zawarta w formie aktu notarialnego. Podstawą do skorzystania z uprawnień przewidzianych przez ustawę jest zawarcie przez nabywcę i dewelopera tzw. umowy deweloperskiej. Na podstawie tej umowy deweloper zobowiązuje się do ustanowienia i przeniesienia na nabywcę prawa odrębnej własności lokalu lub prawa do domu jednorodzinnego. Nabywca ze swej strony zobowiązuje się do spełnienia świadczenia pieniężnego na rzecz dewelopera (na poczet ceny nabycia prawa). Co istotne, zobowiązanie dewelopera dotyczy ustanowienia i przeniesienia na nabywcę prawa po zakończeniu przedsięwzięcia budowlanego.
źródło: Nowe obowiązki deweloperów nowe uprawnienia nabywców
Rozwój kwalifikacji kluczem do sukcesu
Temat własnego rozwoju zawodowego menedżerów jest niestety zbyt rzadko poruszany w branży sprzedażowej, ma jednak niebagatelne znaczenie dla całych organizacji. Śmiem nawet twierdzić, że ma on znaczenie strategiczne – od najniższego szczebla, po najwyższe. Tylko jak zdefiniować rozwój własny?
Nic tak nie szkodzi sprzedawcy (menedżerowi) i firmie, jak osiągnięcie sukcesu i… zatrzymanie się na tym poziomie. To ciekawe, że wielu ludzi osiągających jakieś szczyty, nie widzi nowych wyzwań i dochodzi do wniosku, że na szczycie pozostaną do końca. Znam wiele firm, które naprawdę były na szczycie (w ówczesnej sytuacji rynkowej). Obecnie straciły ponad połowę swojego portfela, ale nadal ich przedstawiciele mają doskonałe humory i poczucie wielkości.
Skąd się bierze taki brak pokory, wyczucia sytuacji lub głupota biznesowa? Mówi się, że arogancja maleje wraz z doświadczeniem. Wiemy, że wykonywanie tych samych rzeczy (na ciągle zmieniającym się rynku) i oczekiwanie innych wyników, to przykład rozwijającego się obłędu. Dlaczego więc znaczna grupa ludzi nie uznaje za priorytet konieczności nieustannego rozwoju, podnoszenia kwalifikacji, badania rynków i oceny metod działania?
Oto wielkie mity dotyczące menedżerów sprzedaży:
- z reguły każdy menedżer sprzedaży czyta fachową prasę w swojej branży,
- z reguły każdy menedżer studiuje książki o zarządzaniu,
- z reguły każdy menedżer systematycznie bierze udział w szkoleniach, podnoszących jego kwalifikacje.
Moim zdaniem, z reguły menedżer sprzedaży przeznacza znikomą część swojego przychodu na konkretną edukację (uczę się i wdrażam zdobyte umiejętności), czyta i wdraża zdobytą wiedzę z nie więcej niż jednej książki na kwartał oraz bierze udział w zajęciach/szkoleniach, które akurat nie są w jego przypadku najważniejsze i najpilniejsze. Nie jest też rozliczany z wdrożenia nabytych umiejętności (a, jak wiemy, ludzie kopiują swojego szefa, więc skutkuje to podobną postawą na niższych szczeblach).
Zadam proste pytanie – kto z nas, menedżerów sprzedaży, ma zaplanowane w swoim rocznym planie działania elementy edukacyjno-rozwojowe, które podlegają ocenie przełożonego i mają wpływ na jego ocenę naszej osoby?
Warto również zastanowić się, na ile nasze otoczenie przesiąknięte jest atmosferą wspólnej nauki i rozwoju. Bardzo cennymi doradcami są nasi podwładni i inni koledzy menedżerowie. Czy korzystamy z tej szansy, czy słuchamy ludzi i czy ich słyszymy? Kiedy ostatni raz miałeś okazję posłuchać wystąpienia podwładnego na temat metod jego pracy w terenie, połączonego z oceną efektywności? Kiedy sam prezentowałeś zdobytą wiedzę i umiejętności dla innych członków zespołów?
źródło: Rozwój kwalifikacji kluczem do sukcesu
Nagroda za jakość? Wypchajcie się
Jednak zachowanie kierownika IT wcale nie było bezczelne. Z jego strony sytuacja wyglądała inaczej
Został wezwany rano – a raczej nad ranem, bo o 5.30 – żeby przywrócić działanie systemu, który w nocy zrobił sobie przerwę. Przez trzy godziny walczył z przeciążoną siecią, zablokowanym serwerem i uciążliwymi pytaniami „Kiedy znów będzie internet?”. Gdy udało mu się w miarę usunąć problem, spędził półtorej godziny na spotkaniu Grupy Użytkowników, wysłuchując z ust pracowników i administracji, że obecny poziom działania systemu jest nieakceptowalny. Aż się w nim zagotowało! Oczywiście, że poziom działania jest nieakceptowalny! Już dwa lata temu ostrzegał, że będą problemy. Ale zarząd oczywiście odrzucił rekomendację wprowadzenia innego systemu operacyjnego – zbyt duże koszty. Tyle że obecny system jest zbyt zawodny, a jego zespół informatyków jest zbyt mały, by poradzić sobie ze wszystkimi kłopotami. Gdy wrócił po spotkaniu do swojego pokoju, zadzwoniła kobieta z biura public relations. Radosnym głosem oznajmiła mu, że dostanie nagrodę „Jakość dzięki Innowacyjnym Technologiom”. Nic dziwnego, że rzucił w słuchawkę żeby się wypchali.
Reakcja kierownika działu IT świadczy, że jest on już w stanie poważnego wypalenia zawodowego. Żeby przywrócić go do pełnej sprawności zawodowej i zatrzymać go w firmie, już nie wystarczy proste działanie motywacyjne typu bonus na paliwo czy lepszy komputer. Potrzebna będzie kompleksowa interwencja naprawiająca atmosferę, przepływ pracy i sposób wynagradzania pracowników.
O ile, oczywiście, dział HR i zarząd uzna ją za słuszną i koniecznąFirmy mają często w nosie wypalenie pracowników. Niepodważalny fakt – rozwiązanie problemu wypalenia jest tańsze niż koszty sytuacji kryzysowej, gdy wypalający się pracownicy „wybuchną” – nie jest zgodny z korporacyjnym myśleniem „To my mamy władzę, pracownicy nie będą nam mówić jak mamy zarządzać firmą”. W efekcie bardziej logiczne jest zwolnienie pracownika i przeprowadzenie rekrutacji na wakujące stanowisko, ponieważ firma zachowuje kontrolę. To firma zwalnia, to firma zatrudnia.
Gdy w firmie nie ma miejsca na sprawiedliwość, okazanie szacunku, potwierdzenia wartości pracowników, poczucie wspólnoty, tam praca staje się przykrym obowiązkiem, zimną wymianą świadczeń, w której obie strony kładą na stole absolutne minimum. Sytuacja w firmie przypomina wtedy dominację Związku Radzieckiego w Europie Środkowej po II wojnie światowej, kiedy kraj ten eksploatował dobra innych nacji, by utrzymać system ekonomiczny, który nie miał racji bytu. Wszyscy dobrze pamiętamy jaki los spotkał Związek Radziecki. Dlatego dla własnej, dyrektorskiej lub menedżerskiej wygody nieszukania na szybko nowego miejsca pracy, może warto spróbować naprawić wypaleniogenność firmy?
Albo już zacząć szukać nowego pracodawcyBo inni pracownicy niedługo mogą zacząć robić to samo i na rynku pracy zrobi się tłoczno.
Inspiracją tekstu jest książka „Prawda o wypaleniu zawodowym. Co robić ze stresem w organizacji” Christiny Maslach i Michaela P. Leitera (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2011). Wykorzystanie za wiedzą Wydawcy.
źródło: Nagroda za jakość? Wypchajcie się
Korzystniejsze rozpoczęcie działalności gospodarczej
Zasadniczą zmianą jest utrata statusu „organów ewidencyjnych” przez gminy, które dotychczas zobowiązane były do prowadzenia ewidencji. 1 stycznia 2012 zakończył się okres przejściowy, w którym to miało nastąpić przeniesienie danych z ewidencji gmin do CEIDG.
Po zmianach, osoba chcąca rozpocząć działalność powinna złożyć wniosek o wpis do CEIDG, wypełniając elektroniczny formularz dostępny na domenach www.ceidg.gov.pl lub BIP Ministerstwa Gospodarki. Wniosek jest zwolniony od opłat.
Po złożeniu wniosku, system generuje potwierdzenie złożenia wniosku lub informacje o błędach, które należy poprawić, wysyłane automatycznie do wnioskodawcy na adres poczty elektronicznej wskazany w formularzu.
Jak podpisać wniosek elektronicznie?Formularz musi zostać oczywiście podpisany. Rozwiązania są dwa: opatrzenie elektronicznym podpisem (który kosztuje i to czasami nie mało), bądź skorzystanie z instytucji bezpłatnego zaufanego profilu. Z powodu kosztów i stosunkowo niewielkiego rozpowszechnienia korzystania z elektronicznego podpisu, rozwiązanie to z pewnością nie będzie najpowszechniej wybieranym. Przyszli przedsiębiorcy chcący skorzystać z bezpłatnego zaufanego profilu, muszą niestety udać się osobiście do urzędu gminy aby go uzyskać po potwierdzeniu tożsamości.
W chwili obecnej podpis elektroniczny jest usługą odpłatną, tzn. trzeba go po prostu zakupić. Podmioty oferujące tą usługę – według rejestru prowadzonego przez Ministerstwo Gospodarki – to: Krajowa Izba Rozliczeniowa, Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, Unizeto Technologies, MobiCert, Enigma S.O.I. Zasady gospodarki wolnorynkowej powodują, iż koszty takiej usługi są zróżnicowane. Oczywiście rolę odgrywają przede wszystkim ważność podpisu i rodzaj urządzenia do jego składania.
Bezpłatnym, choć wymagającym poświęcenia czasu, jest wspomniany tzw. profil zaufany. Stanowi on odpowiednik podpisu elektronicznego, gdyż jest on weryfikowany za pomocą certyfikatu kwalifikowanego. Aby go jednak uzyskać, należy osobiście udać się do urzędu gminy celem weryfikacji tożsamości. Wizytę należy poprzedzić zalogowaniem na platformie ePUAP i wypełnieniem wniosku o założenie profilu.
Czy jesteśmy skazani tylko na sieć?Poza możliwością złożenia wniosku on-line, można również wydrukować wypełniony on-line wniosek i złożyć go osobiście w gminie. Dopuszczalne jest również pobranie i wypełnienie wniosku w tradycyjnej papierowej formie i – analogicznie – złożenie go w gminie. Wysłanie wypełnionego wniosku do gminy drogą pocztową – listem poleconym – również jest jedną z możliwości, jednakże w tej sytuacji podpis wnioskodawcy musi być potwierdzony notarialnie. W sytuacjach określonych w niniejszym ustępie gmina dokonuje wprowadzenia danych do systemu elektronicznego.
Wraz z wnioskiem należy złożyć oświadczenie – pod rygorem odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia– iż w stosunku do wnioskodawcy nie zostały orzeczone zakazy.
Pod warunkiem poprawnie złożonego wniosku, wpis do CEIDG powinniśmy uzyskać z chwilą wprowadzenia danych do systemu, jednakże nie później niż następnego dnia roboczego po dniu wpływu wniosku. Zmiany danych można wnosić w terminie 7 dni liczonych od dnia złożenia wniosku.
W zależności od formy w jakiej złożymy wniosek będzie zależała droga jego uzupełnienia ewentualnie poprawienia zmian. W przypadku wniosku składanego on-line, system niezwłocznie poinformuje o błędach. W przypadku złożenia wniosku w urzędzie gminy, organ wezwie do jego uzupełnienia lub korekty w terminie 7 dni roboczych.
Kiedy zaczynamy działalność?Podjąć działalność co do zasady można zatem w dniu złożenia wniosku, jednakże dopuszczalne jest określenie innej daty rozpoczęcia działalności.
Jedno okienko czy kilka wycieczek po urzędach?
Warto zaznaczyć, iż NIP wnioskodawcy stanowi numer identyfikacyjny w bazie CEIDG. Tym samym z chwilą rozpoczęcia działalności gospodarczej NIP osoby fizycznej staje się NIP nowego przedsiębiorcy.
Wnioskodawca w wniosku o wpis do CEIDG musi ponadto zażądać: wpisu bądź zmiany wpisu do Krajowego Rejestru Urzędowego Podmiotów Gospodarki Narodowej (REGON); zgłoszenia płatnika składek (albo jego zmiany) w rozumieniu przepisów o systemie ubezpieczeń społecznych, bądź kontynuowania ubezpieczenia społecznego rolników stosownie do właściwych regulacji; przyjęcia oświadczenia o wyborze formy opodatkowania – podatek dochodowy od osób fizycznych, karta podatkowa, VAT (do wniosku można dołączyć zgłoszenie rejestracyjne lub aktualizacyjne).
Zmiany nie wprowadzają żadnej rewolucji w zakresie tzw. reglamentacji działalności gospodarczej, czyli wymóg uzyskania koncesji, zezwoleń lub licencji w określonych dziedzinach pozostał bez zmian.
źródło: Korzystniejsze rozpoczęcie działalności gospodarczej
Telewizyjny marketing - tylko w Internecie
Nikogo chyba nie dziwią już zakrojone na bardzo szeroką skalę kampanie reklamowe, posługujące się złożonymi strategiami selekcji odbiorców – ale przede wszystkim atrakcyjną, interaktywną oprawą graficzną, często niemal przelewającą się przez okno przeglądarki. Obserwacja, że Internet stał się najbardziej wpływowym medium, jeszcze niedawno ryzykowna, dziś zakrawa na banał. Szczególnie, że możliwości Internetu zwiększają się każdego dnia. Jedną z najciekawszych nowinek na polskim rynku jest rozwijająca się oferta serwisów OTT (z angielskiego sformułowania ‘over-the-top’, oznaczającego materiały wideo zamieszczone w sieci). Specjaliści nie mają żadnych wątpliwości – już niedługo OTT będą miały większą skalę oddziaływania niż inne środki masowego przekazu.
Zalety tego typu dystrybucji wideo są niepodważalne: serwisy OTT rządzą się nieco innymi prawami niż tradycyjna telewizja. W jej wypadku koniecznością jest przecież ramówka, która co prawda pozwala dobrze wykorzystać czas antenowy – ale siłą rzeczy nie może wziąć pod uwagę życzeń wszystkich widzów. Multimedialny charakter OTT pozwala łatwo odwrócić ten schemat. Systemy OTT działają na zasadzie albumu, który kolekcjonuje materiały video, pozwalając dowolnie wybierać wśród przechowywanych zasobów – w ostatecznym rozrachunku to telewidz decyduje więc, co chciałby obejrzeć. W początkowych fazach rozwoju, gdy umieszczonych na serwerach danych było niewiele, i zainteresowanie widzów raczej nie budziło entuzjazmu. Sytuacja zmieniła się radykalnie. Bogactwo dostępnych materiałów sprawia, że oferta OTT często jest ciekawsza niż ramówka popularnych kanałów telewizyjnych. Analizy wskazują, że największe platformy cyfrowe – jak Ipla, Iplex, Onet VoD i inne – już niedługo mogą generować zysk na poziomie ponad 300 mln złotych.
Nowe medium to oczywiście także znakomita przestrzeń dla marketingu. Przecież większa część z generowanego zysku będzie pochodziła właśnie z środków na reklamę. To jednak opcja, która przynosi niewątpliwe korzyści wszystkim zainteresowanym stronom. Specjaliści z zakresu sieciowego marketingu są pełni optymizmu. Serwisy OTT to znakomita okazja, by wzbogacić arsenał internetowej reklamy jednego z krajowych liderów w dziedzinie wdrożenia i wykorzystania nowoczesnych technologii marketingowych. Umiejętność orientowania się w pojawiających się trendach i takiego nimi operowania, by zmaksymalizować finalny efekt, są podstawą skutecznej rywalizacji na rynku elektronicznego marketingu. OTT są tu znakomitym przykładem. Technologia, która jest jeszcze dość mało znana, a która oferuje znakomite możliwości reklamowe, warta jest szczególnej uwagi. Tylko firmy potrafiące wykorzystać tę okazję staną się atrakcyjne dla potencjalnego klienta.
To pewnie o tyle prawda, że emisja marketingowych treści w serwisach OTT przynosi reklamodawcy szereg profitów. Fakt, że to telewidz decyduje, co będzie oglądał, znacząco ułatwia sprofilowanie grupy docelowej i dotarcie ze swoimi spotami do właściwych odbiorców. Rosnące możliwości sprzętu pozwalają obecnie przygotować reklamę równie atrakcyjną jak reklama telewizyjna – a opcjonalne wzbogacenie jej o interaktywne moduły tym bardziej zwiększa zainteresowanie potencjalnego klienta. Inną zaletą jest skrócenie dystansu pomiędzy klientem i produktem: w wypadku tradycyjnej reklamy telewidz musi się zainteresować, zapamiętać nazwę produktu i na własną rękę zdobyć potrzebne informacje; w wypadku Internetu wystarczy jedno kliknięcie, by przenieść się na stronę reklamodawcy. Również ceny tego typu reklamy pozostają wysoce konkurencyjne. Minie jeszcze dłuższy czas, zanim koszty marketingu w serwisach OTT dogonią te znane z klasycznej telewizji.
Jak na te zmiany reagują klienci? Większość z nich zaakceptowała już reklamę jako integralną część internetowej telewizji. Wszyscy znamy to z autopsji – ale przecież znamy też reklamy, które potrafiły przykuć naszą uwagę. Zresztą, właśnie zdolność przykuwania uwagi jest jedną z najważniejszych cech spotów emitowanych w sieci. Część broadcasterów wyświetla tylko kilka pierwszych sekund reklamy – zostawiając odbiorcy decyzję, czy obejrzeć ją do końca. Wniosek narzuca się sam: te kilka sekund musi być na tyle intrygujące, żeby telewidz obejrzał cały spot. Nawet dla speców do marketingu to prawdziwe wyzwanie.
źródło: Telewizyjny marketing - tylko w Internecie
Czy call center to zawsze praca na chwilę?
Dziś w ramach obsługi klienta i procesu sprzedaży poza kontaktem telefonicznym, czyli tzw. słuchawkami, mamy do czynienia z obsługą smsów, chatów, przyjmowaniem zamówień w systemie elektronicznym. Kanał ten jest obecny w wielu firmach, a systemy call center są wykorzystywane we wszystkich sektorach i gałęziach gospodarki, w tym w administracji państwowej. Jednocześnie Polska staje się centrum światowego outsourcingu i offshoringu, czyli przenoszenia wybranych procesów biznesowych przedsiębiorstwa poza granice danego kraju. Sektor BPO (Business Proces Outsourcing) jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się na całym świecie. Dlatego call center jest doskonałym miejscem na rozpoczęcie kariery zawodowej.
Mile widziane doświadczenie w call center...Choć często jest to miejsce pracy postrzegane jako chwilowy punkt zaczepienia, nieraz zamienia się w miejsce, w którym spędzamy lata. Pracę tę można porównać do intensywnego kursu wchodzenia na rynek pracy, którego dobre przejście gwarantuje nam umiejętność odnalezienia się w każdej sytuacji i poradzenia sobie w dalszym rozwoju kariery zawodowej. Najczęściej w trakcie pierwszych 3 miesięcy pracy w call center przechodzi się bardzo dużo szkoleń z zakresu oferty firmy, prowadzenia rozmów, komunikacji z klientem, standardów i dobrych praktyk obsługi, radzenia sobie ze stresem. Nabywa się dzięki temu umiejętności związane z obsługą klienta lub sprzedażą, wie się jak rozmawiać z potencjalnym klientem, kontrahentem czy pracodawcą. A ci ostatni w przyszłych pracownikach cenią sobie doświadczenie w call center. W wielu ogłoszeniach spotkać można stwierdzenie: ,,Mile widziane doświadczenie w call center”.
Niewątpliwie plusem jest również to, że pracę w contact center praktycznie od zaraz może rozpocząć prawie każdy kto ma wykształcenie minimum średnie, dobrą dykcję i jest komunikatywny. Oczywiście każda firma ustala swoje standardy rekrutacji – trudniej jest otrzymać pracę w call center inhousowym, czyli np. wewnętrznym banku niż w call center outsourcingowym, które świadczy jednocześnie usługi dla kilkudziesięciu dużych branżowych firm.
Krótko o specyfice pracy w call/contact centerW ramach call center – a obecnie częściej contact center, gdzie kontakt z klientem odbywa nie tylko za pośrednictwem telefonu, ale też Internetu, smsów, chatów, czy komunikatorów – mogą występować różne działy. Tym bardziej, że pewne tematy, z którymi dzwonią klienci mogą wymagać specjalistycznej wiedzy. Wszystko zależy od firmy i funkcjonującego w niej schematu organizacyjnego.
Pod pojęciem biuro obsługi klienta może być kompleksowo wyodrębnione call center, gdzie poprzez System IVR, wybierając „1”, „2” lub „3”, łączymy się z:
- konkretnym działem, w którym przedstawiamy zapytanie lub problem,
- help deskiem, w którym możemy otrzymać pomoc techniczną
lub
- konsultantem, który stara się rozwiązać naszą sprawę, a jeżeli nie jest w stanie przełącza nas do osób dedykowanych w firmie danemu zagadnieniu.
Klient, dzwoniąc do biura obsługi klienta, oczekuje szybkiej i konkretnej porady, która rozwiąże jego problem. A ta często wymaga specjalistycznej wiedzy. Dlatego na tzw. słuchawkach spotkać można świetnych specjalistów w danym zakresie.
Przez telefon możemy obsługiwać Klientów VIP w banku, świadczyć usługi concierge spełniając nawet bardzo nietypowe marzenia. Najlepszym tego przykładem jest prośba o pomoc, która trafiła do konsultantów Noble Concierge w znalezieniu czołgu – miny z II wojny światowej tzw. Goliat model Sd.Kfz302 albo 303.
Wynagrodzenie i formy zatrudnienia w pracy na słuchawkachWarto wiedzieć, że czym większa odpowiedzialność, kompetencje i rodzaj obsługiwanych klientów, tym wyższego wynagrodzenia można się spodziewać w pracy w call/contact center. Wpływ na wynagrodzenie ma również język w jakim obsługujemy Klientów oraz segment Klientów z jakimi pracujemy, a to wszystko sprowadza się do naszej wiedzy i umiejętności, które posiadamy.
Przedział wynagrodzeń w telefonicznej obsłudze klienta czy telewindykacji, telemarketingu, telewindykacji wynosi obecnie od ok. 1 000 zł - 1 500 zł podstawy netto + dodatki za jakość rozmów, dyspozycyjność czy wyniki ze sprzedaży, telewindykacji do ok. 10 000 zł przy pracy np. konsultantów biznesowych IT obsługujacych w kilku językach klientów z całego świata pracujących w międzynarodowej firmie z branży technologii teleinformatycznych. Dobry telemarketer zarabia średnio 2 - 3 000 zł na rękę.
Nie jest też tajemnicą, iż w większości przypadków wynagrodzenie w pracy bezpośrednio w danej firmie, instytucji (call center inhouse"owym) jest dużo wyższe niż w pracy w outsourcingu (centrum kontaktów, które równocześnie obsługuje kilku lub kilkudziesięciu klientów jednocześnie na zlecenie różnych firm).
Możliwe warianty karieryPatrząc na przegląd stanowisk w obszarze obsługi klienta, praca ta będzie właściwym miejscem dla osób, które chcą się rozwijać i poszerzać swoje kompetencje. Call center często jest początkiem ścieżki zawodowej w ramach której możemy wyróżnić różne rodzaje awansów – zarówno poziome, jak i pionowe.
Awanse poziome dotyczą zazwyczaj zmiany projektu, czy realizowanej kampanii. Na przykład osoba pracująca w projekcie wychodzącym, sprzedażowym po 3 miesiącach może przejść do projekt związany z obsługą infolinii, follow-up (czyli kontakty z klientami związane np. z przedłużeniem umowy, czy odsprzedażą produktów/usług komplementarnych), czy też zająć się obsługą reklamacji lub zamówień – zarówno pisemnych, jak i telefonicznych. Może też pracować w chatroomie. Często projekt, którym będziemy zajmować się na początku wcale nie oznacza, że będziemy to robić przez cały czas. Jeżeli np. pracujemy w telesprzedaży i czujemy, iż praca ta nie sprawia nam satysfakcji, zawsze po rozmowie z przełożonym lub przedstawicielami działu HR, możemy przejść np. do obsługi klienta, czy zamówień – o ile takie projekty są realizowane. Warto o tym pamiętać podejmując decyzję o wybraniu się na rozmowę kwalifikacyjną.
W wielu organizacjach gdzie call center jest wewnętrznym działem firmy, jest ono nazywane kuźnią kadr lub talentów oraz stanowi furtkę do wejścia do innych działów w firmie. Często bowiem procesy rekrutacyjne w firmach zaczynają się wewnątrz organizacji i dopiero kiedy rekrutacja wewnętrzna nie przyniesie skutku, podejmuje się ją na zewnątrz przedsiębiorstwa.
W kwestii awansów pionowych w call center można śmiało stwierdzić, iż jest to miejsce, w którym możemy najszybciej awansować. Wystarczy przepracować ok. trzech miesięcy - pół roku, by mieć szansę na pierwszy awans. Oczywiście, aby awansować jak w każdej pracy trzeba mieć odpowiednie predyspozycje zawodowe, umiejętności oraz po prostu być zaangażowanym w to co się robi i wychodzić z inicjatywą. Bez tego – nieważne czy będziemy pracować w firmie produkcyjnej, banku czy sieci handlowej – nie ma szans na awans i rozwój kariery.
Jeśli chodzi o samo call center jako miejsce rozwoju kariery, przykładowo w call center outsourcingowym, przeciętnie na 7–10 osób zatrudnionych na stanowisku konsultanta telefonicznego przypada jeden lider. W zależności od struktury organizacyjnej call center lider może być nazywany Team Managerem. Jest to osoba bezpośrednio nadzorująca pracę konsultantów, odpowiedzialna za:
- ustalanie grafików pracy,
- reagowanie na bieżące kwestie związane z systemem, na którym pracują konsultanci,
- odpowiadanie na pytania, z którymi nie potrafi sobie poradzić konsultant.
Na poziomie liderów możemy wyodrębnić:
- lidera operacyjnego, odpowiadającego za pracę z raportami, ustalanie grafików pracy i zarządzanie
oraz
- lidera jakościowego, odpowiadającego za bieżącą pracę z zespołami, monitoring rozmów i ich jakość, a co za tym idzie monitoring umiejętności konsultantów, retreningi, czy rozmowy coachingowe. Lider jakościowy dba o wyniki całego zespołu. Będąc na tym stanowisku ma się duże szanse objąć w firmie stanowisko trenerskie w ramach działu szkoleń lub funkcji w większym zespole call center.
Wyżej w strukturze organizacyjnej stoi Supervisor, który w zależności od skali akcji i liczby pracujących w niej osób odpowiada za realizację projektu lub jego części np. kampanię wychodzącą. Koordynuje on etap wdrożenia projektu, zarządza bazami danych, monitoruje ruch połączeń oraz odpowiada za wyniki i założenia akcji. Supervisor raportuje do kierownika call center lub kierownika projektu. Na czele call center stoi kierownik lub dyrektor, który odpowiada za zarządzanie całą organizacją i realizację jej strategii oraz wyniki finansowe. Opisany pion zwany jest pionem operacji lub realizacji. Stanowi on tzw. salę operacyjną lub po prostu salę call center.
W przypadku call center outsourcingowych wyodrębniony jest też dział obsługi klientów, w którym pracują Account’ci. To również może być kolejny etap na ścieżce zawodowej konsultanta. Odpowiadają oni za kontakt i obsługę danego klienta oraz współpracę z Supervisorami w zakresie realizowanej akcji. Account’ci raportują do klienta o wynikach projektów, na bieżąco omawiają wprowadzenie nowych akcji lub usprawnienie kampanii. Interweniują, jeżeli poziom postawionych w akcji celów jest zbyt niski lub za wysoki.
W ramach call center outsourcingowego ważnymi komórkami są pion marketingu i pion sprzedaży. Generalnie to one odpowiadają za stworzenie produktu i jego sprzedaż. W tych jednostkach pracują już osoby z ogromnym doświadczeniem i specjalistyczną wiedzą dotyczącą funkcjonowania kanału call center jako kanału dotarcia do klienta. Osoby te odpowiedzialne są za śledzenie najnowszych, światowych trendów w zakresie customer care i tworzenie produktów dopasowanych do potrzeb i oczekiwań rynku. W pionie marketingu mogą być wyodrębnione jednostki odpowiedzialne za marketing i zewnętrzny PR oraz marketing i komunikację wewnętrzną.
Call center nie może też istnieć bez rozbudowanego pionu IT i TELCO. Odpowiadają one za setki komputerów, tysiące połączeń dziennie, zarządzanie ruchem telefonicznym, systemy IVR, wdrożenia baz danych i wymagają pracy wielu osób: redaktorów skryptów, administratorów bezpieczeństwa danych, programistów, informatyków, analityków, czy pracowników help desku. Biorąc pod uwagę, że konsultantem call center może zostać student bardzo różnych kierunków studiów, po ukończeniu ich może również ubiegać się o przejście na jedno z wymienionych stanowisk.
Od konsultanta do prezesaBranża call center w Polsce rozwija się dopiero od kilkunastu lat. Większość osób zarządzających i pracujących w call center na innych stanowiskach niż podstawowe – od trenerów po kadrę menadżerską – zaczynała od pracy konsultanta!
Dziś to uznani eksperci – nie tylko od call center – pracujący w bankach, firmach ubezpieczeniowych, telekomunikacyjnych, turystycznych, motoryzacyjnych, medycznych, farmaceutycznych, FMCG, w wydawnictwach i oczywiście u outsourcingowych gigantów.
Praca w call center to nie tylko wynagrodzenie, szkolenia i możliwość zdobycia pierwszego doświadczenia zawodowego. To miejsce, w którym można rozwijać się, brać udział w konkursach wewnętrznych, a nawet zewnętrznych. Przykładowo, w organizowanym od 4 lat przez Stowarzyszenie Marketingu Bezpośredniego i VFP Communications – wydawcy Media i Marketing Polska – Konkursie Telemarketer Roku. Ma on na celu promowanie zawodu konsultanta telefonicznego. Ogłoszenie zwycięzców tego konkursu odbywa się w Warszawie na corocznej, prestiżowej Gali Golden Arrow - najbardziej prestiżowym wydarzeniu branży marketingu bezposredniego w Polsce.
Zapotrzebowanie na specjalistów z branży call/contact center jest ogromne. Przekonać się o tym można oglądając ogłoszenia rekrutacyjne, a najlepszą drogą wejścia w ten obszar to rozpoczęcie pracy w call center, gdzie poznaje się tajniki tej pracy od podstaw.
źródło: Czy call center to zawsze praca na chwilę?
Strategia zrównoważona
Ostoją dynamicznego wzrostu tych firm jest nic innego, jak bardzo hermetyczna koncentracja na rentowności. Oczywiście nie mam z tym żadnego problemu. Sam jestem przedsiębiorcą i tym samym skupiam się na wypracowaniu zysku. Ale zaczynam zauważać, że wcale nie orientacja na udoskonalaniu mojej oferty odgrywa najistotniejszą rolę w sprzedaży, a zaangażowanie wszystkich współpracowników w tzw. ADHD marki. Można to przyrównać do permamentnego wypracowywania wartości dodanej. W przypadku naszej firmy edukujemy rynek chociażby poprzez witrynę strategyjournal.pl, prowadzimy szkolenia, realizujemy badania konsumenckie (kondycjamarketingu.pl, movedo.pl/shoopingshow). Dajemy więcej za mniej. Próbujemy jako firma zrozumieć istotę sprzedaży. Chcę zwrócić uwagę na to, że “fokusowanie” się managerów na tylko doraźnym sprzedawaniu jest bardzo krótkowzroczne. Świat mocno się zmienił i zmienia nadal, przez co coraz trudniej będzie firmom konkurować ze sobą na poziomie technologicznym lub produktowym stricte. Jeśli tylko coś ktoś wypuszcza na rynek innowacyjnego od razu pojawiają się imitatorzy, którzy to samo oferują za połowę ceny. Nie można z tym wygrać. Trzeba się pogodzić, ale też znaleźć rozwiązanie, jak temu zaradzić w inny sposób.
Strategia zrównoważona jest już tendencją na rynkach zagranicznych. Firmy wypracowują takie koncepty strategiczne, aby w równym stopniu współdziałały na korzyść otoczenia. Przy czym efekty, w tym również te finansowe, są o niebo większe dla firmy, bo działania te stają się pewnego rodzaju modelem budowania trwałych więzi z klientem. Firmy dzieląc się swoim zyskiem lub angażując we wspólne problemy niebywale zyskują na sympatii swoich konsumentów. Docelowo tacy klienci stają się prawdziwie lojalnymi bez konieczności dawania im dodatkowych korzyści na zasadzie punktów, specjalnych promocji, etc. Kampanie CSRowe (corporate social responsibility) zaczynają nie tylko być standardem, ale również sposobem na komunikację marki. Cieszy fakt, że na rodzimym rynku zaczynają pojawiać się takie strategie. Dla przykładu marka Żywiec Zdrój i akcja “Po stronie natury” jest tak samo pro-sprzedażowym, jak i wizerunkowym działaniem. Sprzedażowym dlatego, że przecież kupując tę właśnie wodę mogę wziąć udział w szlachetnej kampanii. Akurat jestem zwolennikiem dbania o środowisko naturalne więc i stałem się ich klientem. Przywołana marka jest dowodem na to, że można w sposób zintegrowany dobrze wyróżnić się na rynku i pogodzić to z bardzo sensowną polityką marketingową. Szkoda jedynie, że takich “rodzynków” jest na polskim rynku tak mało. Z żalem patrzę na równie ciekawą ideę marki HoopCola “Otwórz się na innych”, bo gołym okiem widać, że brakuje wystarczających funduszy, aby przebić się z tą koncepcją szerzej. Spójrzmy też na światowe marki, gdzie Adidas, Nike integrują się ze swoimi konsumentami. Wchodzą niejako w ich ekosystem. Co prawda polski oddział Adidas’a zaliczył ostatnio niebagatelną wpadkę, ale w ujęciu globalnym idea streetartu oddaje ducha tej marki i tym samym jest bardzo skuteczną odpowiedzią na aktywności Nike w świecie biegaczy. Czas najwyższy aby polskie przedsiębiorstwa odważyły się na podobne działania, które w dużo większym stopniu gwarantują lojalność obecnych i przyszłych klientów, w przeciwieństwe do sztampowych akcji reklamowych oraz krótkoterminowych działań.
Wszyscy jesteśmy konsumentami i wszyscy gdzieś pracujemy. Zatem wszyscy oceniamy rynek, firmy, innych pracowników, specjalistów, managerów. Wszyscy dajemy się wciągać w emocjonalne więzi z daną marką. Wszyscy każdego dnia dokonujemy wyboru wielu dziesiątek ofert na półkach sklepowych, w salonach samochodowych, czy w galeriach handlowych. Biznes staje się transparentny, a takie narzędzia jak social media przemieniają naszen firmy w podmioty, które muszą zacząć liczyć się ze zdaniem swoich konsumentów. Przedsiębiorstwa muszą zacząć liczyć się z tym, jak dużą rolę zaczyna odgrywać skomasowana opinia publiczna. Gdyby założyć, że partia Prawo i Sprawiedliwość jest firmą, to proszę spojrzeć jaki popłoch wywołała burza wokół zakupów w sieci Biedronka. Stratedzy tej partii raczej nie byli przygotowani, że temat może się obrócić przeciwko nim i urosnąć do wiadomości dnia, czy nawet tygodnia. Gdyby znowu spojrzeć od strony managerów Biedronki – spotkała ich nielada gratka, bo za pośrednictwem mediów ten jeden happening polityczny przyciągnął uwagę milionów konsumentów, których nie sposób byłoby zwabić za sprawą nawet prze-kreatywnej reklamy. Myślenie strategiczne powinno obejmować całokształt działań w firmie. Od tego, gdzie jesteśmy, przez co chcemy osiągnąć, po jakie czyhają na nas zagrożenia i ewentualne, potencjalne szanse. Dopiero wówczas można sprawnie zarządzać i być świadomym wielu możliwych sytuacji. Dla przykładu trzeba tu wspomnieć o Japonii. Towarzyszący katastrofie w Fukushimie spokój i opanowanie ludności to lata przygotowywania Japończyków na tego rodzaju tragicznego zdarzenia. Widać ich szczery ból i czystą, ludzką złość, ale mimo to bardzo pokornie podchodzą do porządkowania swojego kraju.
Strategia zrównoważona jest swego rodzaju określeniem pozycji rynkowej firmy względem zmieniającego się świata, oczekiwań konsumentów, a zarazem tych czynników, które mają realny wpływ na wizerunek przedsiębiorstwa. Strategia zrównoważona operuje na styku potrzeb biznesowych i korzyści dla klientów. Strategia ta uwzględnia potencjał teraźniejszy z potencjałem przyszłościowym. Spaja wizję przedsiębiorstwa z jego pracownikami. Pozwala się angażować i jednocześnie uczyć oraz udoskonalać swoim pracownikom. Działa na rzecz lokalnej społeczności, bądź środowiska naturalnego. To strategia wymuszająca poniekąd większe zaangażowanie się organizacji w świat konsumentów. Ale przede wszystkim to strategia dryfująca wokół tych samych wartości, ale jednocześnie elastycznie dobierająca formy i narzędzia, za pomocą których te wartości firma będzie wyrażać. Jestem bowiem coraz bardziej przekonany o tym, że już nie wystarczy samo myślenie strategiczne, które przeistoczy się w firmie w coś w rodzaju zaplanowania wszystkiego od a do z. Nadrzędne wydaje się obecnie nabycie umiejętności szybkiego reagowania na zmiany. Dokonywania szybkiej analizy i wyciągania właściwych wniosków, bo świat w którym żyjemy pędzi zbyt szybko, i niejako zmusza nas do tego, aby za nim gonić. Niepotrzebnie. Wystarczy przygotować się na te zmiany. Spodziewać się, że “jutro” może spotkać nas tyle samo dobrych rzeczy, co złych. Przedsiębiorstwa w niedalekiej przyszłości będą zmuszone do działania w warunkach sztormowych na codzień.
źródło: Strategia zrównoważona
Jak uniknąć podwójnego OC
Podwójne OC – problem wielu kierowców rozwiązany
Z badania przeprowadzonego przez CUK Centrum Ubezpieczeń Komunikacyjnych wynika, że aż 7% kierowców musiało kiedyś płacić za podwójne ubezpieczenie. Konieczność opłacania dwóch składek dotyczyła tych kierowców, którzy nie wypowiedzieli właściwie dotychczasowej umowy, a zawarli nową. W jakich przypadkach mogło dojść do takiej sytuacji? Wedle starych przepisów umowa była przedłużana automatycznie przez ubezpieczyciela na kolejny rok, gdy kończył się okres obowiązywania starej umowy, a nie została ona wypowiedziana najpóźniej na dzień przed jej wygaśnięciem. Niestety zdarzało się, że ktoś zapomniał wypowiedzieć umowę lub zrobił to zbyt późno, a zakupił już polisę u innego ubezpieczyciela. Pułapka czyhała też na kierowców, którzy kupili używany samochód i ubezpieczyli go, nie bacząc na fakt, że jest on już objęty polisą. W takich sytuacjach konieczne było płacenie obu składek przez cały okres trwania umów.
Zmiany w ustawie przynoszą bardzo dobrą wiadomość dla kierowców – automatycznie przedłużoną umowę można wypowiedzieć w każdym czasie, dzięki czemu już nie zapłacisz podwójnego OC za cały rok. Oczywiście należy uiścić składki za okres, w którym obowiązywało automatycznie przedłużone ubezpieczenie. Ponadto umowę można wypowiedzieć na formularzu u agenta reprezentującego danego ubezpieczyciela lub wysłać odpowiedni formularz do ubezpieczyciela pocztą (wtedy wypowiedzenie umowy liczy się od dnia stempla pocztowego). Należy jednak pamiętać o tym, że nowe zasady mają zastosowanie do ubezpieczeń zawartych już po wejściu w życie ustawy, a zatem począwszy od 11 lutego 2012 roku.
Ubezpieczyciel powiadomi nas o wygasaniu umowy, ale nie zawsze!Nowe przepisy zdejmują nam też z głowy konieczność pamiętania o terminie, do którego ważna jest nasza polisa. Ubezpieczyciel jest zobowiązany do poinformowania o zbliżającym się końcu umowy i przekazania klientowi – najpóźniej 14 dni przed datą końca umowy – oferty składkowej na kolejny okres wraz z informacjami o możliwości zmiany wysokości składki ze względu na wymienione okoliczności oraz informacjami o trybie i formie wypowiedzenia wznawianej umowy. Należy pamiętać, że ten obowiązek ubezpieczyciela dotyczy umów zawieranych od 11 lutego 2012 roku, a zatem kierowcy pierwszych ofert składkowych powinni spodziewać się końcem stycznia 2013 roku.
Jednak na kierowców czyha tym razem inna pułapka – możliwość, że zapomnimy o ubezpieczeniu kupionego samochodu używanego. O czym powinniśmy pamiętać? Kierowcy mogli przyzwyczaić się już, że polisy są odnawiane automatycznie, jeśli nie wypowiedzą wcześniej umowy. Zmiany w ustawie o ubezpieczeniach zniosły jednak automatyczne przedłużenie polisy w sytuacji, gdy kierowca kupuje używany samochód. Bardzo ważne jest więc pilnowanie tego, by ubezpieczyć samochód, również dlatego, że wzrosły kary za brak OC. Pamiętajmy więc, by sprawdzić kiedy kończy się ubezpieczenie zanim kupimy samochód. Jeśli np. kupimy auto w sobotę wieczór czy w niedzielę i w tym samym dniu wygasa jego polisa OC, to niemal pewne jest, że nie znajdziemy agenta, który mógłby podpisać z nami umową i tym samym – zapłacimy karę za brak ciągłości ubezpieczenia.
Wyższe kary za brak OCOd 1 stycznia 2012 roku obowiązują wyższe kary za brak OC, które może nałożyć Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Jest to spowodowane zmianami w sposobach naliczania kar: wcześniej wysokość kary zależała od kursu euro. Z początkiem roku jednak kara za brak OC liczona jest według minimalnego wynagrodzenia za pracę obowiązującego w Polsce. Samochody osobowe, które nie posiadają aktualnej polisy mogą zostać objęte karą w wysokości 3000 zł, czyli dwukrotnego minimalnego wynagrodzenia, natomiast samochody ciężarowe – 4500 zł, czyli trzykrotnego minimalnego wynagrodzenia. – mówi Joanna Byczyńska, AGROMAX –Autoryzowany Dealer Kia i Mitsubishi.
Kary naliczane są według czasu, w którym samochód nie był ubezpieczony, więc jeśli chodzi o samochody osobowe:
- a) za brak OC przez maksymalnie 3 dni zapłacimy 20% kary podstawowej, czyli 600 zł;
- b) za brak OC w okresie krótszym niż 14 dni, ale dłuższym niż 3 dni – zapłacimy 50% kary podstawowej, czyli 1500 zł;
- c) za brak OC przez co najmniej 14 dni kara wynosi 100%, a zatem – 3000 zł.
Pamiętać jednak musimy, że brak OC to także konieczność pokrycia z własnej kieszeni szkód przez siebie wyrządzonych.
Nowelizacja ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych wychodzi naprzeciw oczekiwaniom kierowców i w wielu sytuacjach przyniesie realną poprawę. Pamiętaj jednak – szczególnie, gdy kupujesz samochód używany – by dokładnie zorientować się, kiedy wygasa ważność jego polisy, bowiem kary za brak ubezpieczenia mogą być dotkliwe.
źródło: Jak uniknąć podwójnego OC
Strony
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- następna ›
- ostatnia »



