Na przekór: Czary i magia kominka
Gdy świat gna ku zagładzie na falach tsunami, a Polska znowu może popaść pod rządy koalicji określonej wzorem (uwaga ułamek piętrowy, matematycznie bez sensu, a jak pięknie wygląda!):

radzę wyciszenie i oddanie się czarowi i magii ciepła naturalnego z kominka. Urok tego ciepła widziałem w pewnym filmie, na którym do kominka podchodzą i siadają kolejno: pies, kot, i … myszka. Razem w zgodzie grzeją się, a na kominku „ogień płonie, sycząc sykiem smolnych szczep”. STOP – szczapy nie mogą być smolne, palimy tylko drewnem liściastym! Otóż to. Dzisiaj zrobić i mieć kominek – to żaden problem. Kupujemy korpus i w zależności od posiadanych środków okrywamy go gipsem albo innym marmurem.
Kiedyś, w czasach niedoboru materiałów budowlanych i deficytu wykonawstwa posiadanie kominka było symbolem przynależności do „wyższych, obcych ideowo sfer”. Taki kominek widać na fotografii, miałem swój udział w projektowaniu, wykonawstwie, i przede wszystkim w zdobywaniu materiałów!
Czerwona cegła pochodzi (via Pracownia Konserwacji Zabytków) z cegielni w Gozdnicy. Widoczne dwie większe i cztery mniejsze kolumny to tak naprawdę półprodukt na płytki ceramiczne – tu widoczne na podłodze, (aby ja uzyskać trzeba było sprytnie rozbić kolumny) wytwórnia to cegielnia w Lubusku, a kolumny wynosiliśmy bezpośrednio z gorącego jeszcze pieca. Tu, po wypełnieniu betonem (w środku), stanowią element nośno ozdobny. Szamot i ruszt pochodzą z GS-u Nowogard. Reszta materiałów i elementów (szyber, czopuch, itd.) ma „nieoficjalne pochodzenie i wykonawstwo. Ci, co się budowali w owych czasach, wiedzą, co to znaczy. Drzwiczki szklane, dorobiono współcześnie, zakupiono przez Internet. Belka drewniana, wykonana własnoręcznie. Widoczna ceramika ozdobna (a’la Modigliani), zakupiono bezpośrednio od artystki (pani Ruth Faktorowitch) w Izraelu.
Kominek powinien nie kopcić, mieć cug i grzać. Ten to ma poprzez system tajnych kanałow. Ale zapytacie gdzie tu czary i magia. No właśnie tu najlepiej smakuje o szarej godzinie herbatka z samowara, najlepiej słychać „Libertango” w wykonaniu G. Jones. Jest domowe zacisze, może lampka wina a na dywanie rozłożony owczarek alzacki… i cisza, i spokój, „choć burza huczy wokół nas”.
A teraz najważniejsze, jeżeli szef się zgodzi, bo następny felieton, w ramach tego cyklu psychoterapii, będzie o urokach posiadania owczarka alzackiego, rozwiążemy także nierozwiązywalny problem psich kup. Natomiast, ponieważ zbliżają się wybory, nie będzie felietonu o urokach oczka wodnego, lecz będziemy podgrzewać atmosferę wyborczą.
Wojciech Olejniczak
Świat Biznesu nr 3-4 2011



Dodaj komentarz