Na przekór: Magia samowaru

Gdy politycy dali nura w szambo, biorę to do ust i pluję na przeciwnika – robienie analiz politycznych staje się jałowe i nadchodzi czas zwrócenia się ku piękniejszej stronie życia. A czyż jest coś bardziej piękniejszego niż bezinteresowne lenistwo z herbatką.

A jak herbatka to tylko z prawdziwego samowara! Dwa takie samowary widać na poglądowym zdjęciu. Pierwszy (większy) istnieje w naszej rodzinie od 1904 roku. Drugi, (mniejszy) kupiłem na potrzeby tego felietonu. Honorarium za ten felieton zwróci mi tylko 5% ceny. To się nazywa biznes!
Prawdziwy samowar jest z mosiądzu, ma kominek(!) i jest na węgiel drzewny. Piękno samowara to jego „wenusjański” kształt. Jest to też urządzenie doskonałe, niezniszczalne, ale i też nienaprawialne. Daje ciepło, herbatę i nastrój.

Po zdjęciu kominka, (który daje „cug” – bez kominka nie kupuj samowara), i pokrywy (ze specjalnym upustem dla nadmiaru pary) wlewamy zimną wodę – tyle ile trzeba i taką, jaką trzeba. Zakładamy pokrywę i koronę.

Teraz świadoma żona wywala nas na taras i dopiero tam wrzucamy do paleniska rozpaloną podpałkę do grilla i (ostrożnie) brykiet lub węgiel drzewny . Powinno się to rozpalić za pierwszym podejściem, (w tym miejscu jest okazja na kieliszek wina). Zakładamy kominek, bez pokrywki – to ta część z konikiem - i samowar już dalej zrobi to, co do niego należy. My zaś udajemy się do kuchni i przygotowujemy klasyczną esencję z czarnej herbaty liściastej, którą wsypujemy do czajniczka. Jasne jest, że herbaty ma być tyle ile trzeba i takiej jak trzeba. Zalewamy wrzątkiem (cholera – z czajnika elektrycznego)...

Teraz już pora, aby sprawdzić, co się dzieje na tarasie z naszym samowarem. A co ma się dziać? – już tak nie kopci i …wnosimy go do domu (zimą), albo pozostawiamy w plenerze jak jest ciepło. Temperatura wody to już jakieś 85 stopni Celsjusza. Zdejmujemy kominek i czajniczek z esencją. Stawiamy w sposób pokazany na zdjęciu. (Zajrzyjcie czy nie trzeba dołożyć węgla lub też przytłumić żar tą przykrywką z konikiem, o popiół się nie martwimy, samowar ma popielnik – popiół zaś może posłużyć do czyszczenia samowara, można też popuścić pary – ileż to decyzji). Wszystko jest OK.  esencja ma swoją temperaturę, ale się nie zagotuje. Jeszcze chwila i doznacie czaru samowara. Rozpocznie się bowiem magiczna chwila. Samowar do nas przemówi! Stanie się to tuż przed wrzeniem wody. To mruczenie samowara nie można porównać z niczym. Dla tej chwili warto żyć! Teraz uwaga! Woda wrze, zdejmujemy czajniczek z esencją, zakładamy kominek, tłumimy żar przykrywką, upuszczamy pary … i mamy herbatę z samowara, którą raczymy się  w szklankach z koszyczkami (długoterminowo można je pożyczyć u konduktora rosyjskiego wagonu sypialnego), oczywiście „na prikusku”, dyskutując, że to wszystko wina Donalda Tuska. Ale to już zupełnie inna historia.

Wojciech Olejniczak

Świat Biznesu nr 1-2 2011

Słowa kluczowe: 

Dodaj komentarz

Type the characters you see in this picture. (verify using audio)
Przepisz litery widoczne na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia
News cms