Patentowy troll
Każdy, kto chociaż trochę przypatrzył się działalności małych i średnich firm (nie tylko polskich) wie, że nie wszystkie z nich zawsze skrupulatnie sprawdzają, czy korzystając z różnorakich dóbr własności niematerialnej nie naruszają cudzych praw. Pragmatyczni amerykanie twierdzą nawet, że decyzja o respektowaniu lub nierespektowaniu cudzej własności intelektualnej jest kwestią wyboru określonej strategii biznesowej...
Innymi słowy, za możliwą (choć wątpliwą etycznie) uznawana jest według takiej koncepcji strategia polegająca na świadomym łamaniu praw osób trzecich w nadziei, że dokonywane naruszenia nie zostaną odkryte. No cóż, przyznać trzeba, że taka wątpliwa strategia może się czasem sprawdzać. Przedsiębiorca poważnie myślący o swoim biznesie pamiętać jednak powinien, że im większy sukces osiągnie, tym większa liczba osób będzie chciała dowieść, że osiągając go naruszył ich prawa, a w związku z tym powinien oczywiście podzielić się z nimi zyskiem. Pamiętać należy, że im głośniejszy stanie się nasz sukces, tym większa szansa na to, że właściciel praw autorskich (lub innych praw własności intelektualnej) dowie się o ich naruszeniu. W ten sposób skorzystanie z cudzych praw bez odpowiedniej licencji okazać się może gwoździem do trumny dobrze prosperującego biznesu. Życie pokazuje, że niektóre firmy przedmiotem swojej działalności uczyniły wyszukiwanie naruszeń praw własności intelektualnej, które wcześniej nabyły specjalnie w tym celu. Przylgnęło do nich niezbyt ładne określenie "trolli patentowych". O pouczającym przykładzie czytaj w artykule Patentowy troll, czyl Intellectual Ventures szantażuje.



Dodaj komentarz