Zbyt dobry szef?
Okazuje się, że czasem dobre intencje mogą przynieść więcej złego niż dobrego - zwłaszcza jeśli "dobroczyńcą" jest menedżer, a "beneficjentami jego dobroci" są podwładni. Na czym polega problem takich szefów?
Zazwyczaj mają sporo dobrych intencji i są przekonani, że wspierają swoich pracowników w rozwoju. Ich swoista nadopiekuńczość powoduje brak przestrzeni dla rozwoju podwładnych, którzy stają się coraz bardziej zależni i niesamodzielni. Tak "dobrzy" szefowie wręcz neurotycznie dbają o to, aby dobrze wyglądać w oczach innych ludzi.
Jak łatwo się domyślić, tego typu menedżer stara się jedynie nadmuchać balon swojej dumy. Cieszy go, gdy może być dla innych wyrocznią i lubi rozwiązywać problemy, z którymi ludzie do niego przychodzą. W rezultacie zależy mu jedynie na tym, by być lubianym, w związku z czym zaniedbuje właściwą rolę menedżera, jaką powinno być dążenie do rozwoju pracowników, tak by stawali się coraz bardziej samodzielni. Dobry menedżer wcale nie musi być łaskawcą, ale na pewno powinien: "Prowadzić swoich pracowników do niezależności i siły, czyniąc ich odpowiedzialnymi i zdolnymi do rozwoju. (...) Menedżer, który ma w sobie potencjał do rozwijania pracowników w firmie, stara się o to, by lepsze rezultaty mogły być osiągane także bez niego".
Opr. BD
Źródło: Personel i zarządzanie nr 11/2010



Dodaj komentarz